Wszystkim moim bliskim i dalekim czytelniczkom i czytelnikom życzę wspaniałych i smakowitych Świąt oraz niezliczonych kulinarnych przygód w 2011 Roku!
czwartek, 23 grudnia 2010
Wesołych Świąt !!!
Wszystkim moim bliskim i dalekim czytelniczkom i czytelnikom życzę wspaniałych i smakowitych Świąt oraz niezliczonych kulinarnych przygód w 2011 Roku!
niedziela, 7 listopada 2010
Boeuf bourguignon wg Julii Child
Zgodnie z obietnicą podaje przepis na przecudowną wołowinę po burgundzku. Przepis znajduję się w słynnej książce "Mastering the art of french cooking", którą Julia pisała prawie 11 lat wraz z Simone Beck. Każdy przepis opatrzony jest komentarzem. W przypadku tej potrawy czytamy, że jeżeli tylko cierpliwie i dokładnie podążymy za instukcją, to otrzymamy jedno z najpyszniejszych dań z wołowiny w historii ludzkości. Mogę tylko przytaknąć. Samo wspomnienie tego dania wywołuje u mnie rozmarzenie połączone z tęsknotą. To nie jest zwykły gulasz. To jest arcydzieło!
Danie można przygotować wcześniej, lub po prostu zrobić je w weekend, kiedy leniwe gotowanie jest główną rozrywką dnia.
170 g boczku
1,40 kg chudego mięsa wołowego
2 duże cebule
2 marchewki
łyżeczka soli
1/2 łyżeczki pieprzu
2 łyżki mąki
0,7 l czerwonego wina
0,5 l bulionu wołowego (można zastąpić bulionem z kostki)
1 łyżka koncentratu pomidorowego
2 ząbki czonsku -rozgniecione
1/2 łyżeczki tymianku
liść laurowy
trochę oleju
Dodatkowo: Julia sugeruje podawać wołowinę z dodatkowo przygotowaną osobno cebulą zeszkloną na maśle i grzybami, również duszonymi z masłem. Ja jako zastępstwo ugotowałam suszone prawdziwki, następnie pokroiłam je w paseczki i udusiłam na maśle z cebulą. Było pyszne, lecz nie wydaję się być absolutnie konieczne.
Przygotowanie mięsa: mieso należy umyć, oczyścić z błonek, tłuszczu i pokroić na kawałki 2x3 cm. Każdy kawałek osuszamy osobno w ręczniku papierowym i odkładamy na bok. Jeżeli wydaje się wam, że można to ominąć,albo szybko zrobić to przed smażeniem..coż...warto. Mokre mieso nie brązowieje, a zajmuje to chwilę, więc lepiej o tego zacząć.
Naczynie: idealna do tego jest brytfanna, w której można smażyć, a następnie wsadzić ją w całości do piekarnika. Jeżeli nie posiadacie czegoś takiego potrzebna Wam będzie duża patelnia i naczynie żaroodporne z pokrywą.
Włączam piekarnik, musi się nagrzać do 200 stopni.
Boczek kroję w kostkę i na bardzo małym ogniu wytapiam tłuszcz. W międzyczasie kroję ceblulę i marchew w cienkie plasterki. Gdy boczek jest brązowy, wyjmuję go z patelni/brytfanny i odkładam na bok. Do tłuszczu z boczku dolewam ok. łyżki oleju, podnoszę temperaturę. Teraz kawałek po kawałku smaże wołowinę na złoty kolor. Ważne, aby nie wrzucać wszystkich kawałków na raz. Wtedy się nie usmażą jak należy. Kiedy już usmażymy wszsytkie kawałki..ufff...na tym samym tłuszczu smażymy warzywa do momentu aż cebulka się zrumieni.
Po tym odlewamy tłuszcz. Jeżeli robimy to w brytfannie, dodajemy mieso i boczek oprószamy mąką, solimy i pieprzymy. Wstawiamy do piekanika na 2x4 minuty. Po pierwszych 4 min potrawę należy przemieszać. Chodzi o to, aby mąka straciłą surowy smak i się trochę podpiekła. Ja w wersji z patelnią obsypałam mąką i przesmażyłam chwilę dopiero potem dodając warzywa.
Następny krok to wino i bulion. Dolewamy płyny tak, aby przykrywały mięso. Dodajemy zioła, czosnek,koncentrat. Doprowadzamy do wrzenia ....I siup do piekarnika. Znów w wersji z patelnią, robimy to wszystko w patelni i na koniec przelewamy całość do naczynia żaroodpornego.

Przykrywamy naczynie, wstawiamy budzik w kuchence na 2,5 godziny i...czekamy.
Lepiej nie zasnąć jak bohaterka filmu Julie i Julia, bo nasze cudo może się spalić.
Oczekiwanie można umilić sobie zjedzeniem przystawki, miłą lekturą lub konwersacją ;)
Po 2,5h należy sprawdzić czy mięso jest miękkie. Jeśli nie, należy jeszcze poczekać, może to potrwać do 3h. Po upieczeniu sprawdzamy czy nie należy dosolić/pieprzyć.

Jako dodatki sprawdzają się ziemniaki, makaron i słodki groszek. Ale my jedliśmy to pyszne danie z bagietką i ma to swoją zaletę: można nią wymuskać sos. Naturalnie skoro już mamy wino w potrawie, dobrze jest aby towarzyszyło konsumpcji również na stole. Każde porządne czerwone wino dobrze się tu sprawdzi, ale należy wybrać coś raczej klasycznego o stonowanym bukiecie, który nie przytłoczy doskonałego, klasyczengo smaku tej potrawy.
Mogę tylko powiedzieć jedno: Bon appetit!
Danie można przygotować wcześniej, lub po prostu zrobić je w weekend, kiedy leniwe gotowanie jest główną rozrywką dnia.
170 g boczku
1,40 kg chudego mięsa wołowego
2 duże cebule
2 marchewki
łyżeczka soli
1/2 łyżeczki pieprzu
2 łyżki mąki
0,7 l czerwonego wina
0,5 l bulionu wołowego (można zastąpić bulionem z kostki)
1 łyżka koncentratu pomidorowego
2 ząbki czonsku -rozgniecione
1/2 łyżeczki tymianku
liść laurowy
trochę oleju
Dodatkowo: Julia sugeruje podawać wołowinę z dodatkowo przygotowaną osobno cebulą zeszkloną na maśle i grzybami, również duszonymi z masłem. Ja jako zastępstwo ugotowałam suszone prawdziwki, następnie pokroiłam je w paseczki i udusiłam na maśle z cebulą. Było pyszne, lecz nie wydaję się być absolutnie konieczne.
Przygotowanie mięsa: mieso należy umyć, oczyścić z błonek, tłuszczu i pokroić na kawałki 2x3 cm. Każdy kawałek osuszamy osobno w ręczniku papierowym i odkładamy na bok. Jeżeli wydaje się wam, że można to ominąć,albo szybko zrobić to przed smażeniem..coż...warto. Mokre mieso nie brązowieje, a zajmuje to chwilę, więc lepiej o tego zacząć.
Naczynie: idealna do tego jest brytfanna, w której można smażyć, a następnie wsadzić ją w całości do piekarnika. Jeżeli nie posiadacie czegoś takiego potrzebna Wam będzie duża patelnia i naczynie żaroodporne z pokrywą.
Włączam piekarnik, musi się nagrzać do 200 stopni.
Następny krok to wino i bulion. Dolewamy płyny tak, aby przykrywały mięso. Dodajemy zioła, czosnek,koncentrat. Doprowadzamy do wrzenia ....I siup do piekarnika. Znów w wersji z patelnią, robimy to wszystko w patelni i na koniec przelewamy całość do naczynia żaroodpornego.
Przykrywamy naczynie, wstawiamy budzik w kuchence na 2,5 godziny i...czekamy.
Lepiej nie zasnąć jak bohaterka filmu Julie i Julia, bo nasze cudo może się spalić.
Oczekiwanie można umilić sobie zjedzeniem przystawki, miłą lekturą lub konwersacją ;)
Po 2,5h należy sprawdzić czy mięso jest miękkie. Jeśli nie, należy jeszcze poczekać, może to potrwać do 3h. Po upieczeniu sprawdzamy czy nie należy dosolić/pieprzyć.
Jako dodatki sprawdzają się ziemniaki, makaron i słodki groszek. Ale my jedliśmy to pyszne danie z bagietką i ma to swoją zaletę: można nią wymuskać sos. Naturalnie skoro już mamy wino w potrawie, dobrze jest aby towarzyszyło konsumpcji również na stole. Każde porządne czerwone wino dobrze się tu sprawdzi, ale należy wybrać coś raczej klasycznego o stonowanym bukiecie, który nie przytłoczy doskonałego, klasyczengo smaku tej potrawy.
Mogę tylko powiedzieć jedno: Bon appetit!
poniedziałek, 1 listopada 2010
Muffiny dyniowe
Być może uznacie ten post za tendencyjny. Dynia o tej porze wydaje się być oczywista. I jest. Lecz oprócz tego jest pożywna, zdrowa i uniwersalna. Można z niej robić nieskończone wersje zup, ciast a nawet muffiny. Mistrzami wyrobów dyniowych są amerykanie. A któż zaprezentuje przepis na babeczki niż Martha Stewart? Mój ukochany drwi sobie ze mnie, gdy oglądam ten show. Jednak jakkolwiek banalne i infantylne wydawały by się rady uśmiechniętych amerykańskich house wifes -przepisy i porady mają sens.I są niezawodne. Weźmy te babeczki na przykład: wyszły naj. Najbardziej puszyste, doskonałe, smaczne. Zamieszczam tłumaczenie wraz z konwersją miar amerykańskich.
Muffiny dyniowe (oryginał znajdziecie na stronie http://www.marthastewart.com)
250 g mąki(ja dosypywałam jeszcze ok 50 g, wydawało mi się, że ciasto jest za mokre)
po łyżeczce: sody, proszku do pieczenia, soli morskiej, cynamonu, imbiru
1/4 łyżeczki gałki muszkatołowej
(ziele angielskie -nie dodawałam)
200 g jasnego cukru trzcinowego
200 g białego cukru
250 g masła -stopionego i przestudzonego
4 duże jaja
4 czubate łyżki stołowe pure z dyni*
Jak zwykle w przypadku muffinów zaczynam od połączenia suchych składników. Możesz użyć dowolnych przypraw korzennych. W międzyczasie na małym ogniu roztapiam masło i odstawiam, aby przestygło. Tak jak lubisz. W osobnym naczyniu rozbijam jajka, dosypuję cukry i miksuje. Dopóki masa nie zrobi się puszysta i jasna. Dolewam masło. Teraz, ostrożnie i delikatnie, na małych obrotach, dodaje suche składniki. Na końcu dorzucam dynie, mieszam. Masę rozkładam do muffinowych foremek i piekę 15-20 min, do momentu aż patyczek wbity w wyrośniętą babeczkę nie będzie suchy. Można je dekorować kremowym serkiem lub bitą śmietaną. Ale ja zjadłam je same. Uważam, że są doskonałe na zły humor i jesienną chandrę. Złoty promyk lata, zaklęty w puszystym ciasteczku.O tak!
*pure z dyni- dynie pozbawiam nasion, kroje na kawałki, smaruje lekko oliwą i piekę w pierkarniku ok godziny. Usuwam skórę i miksuje blenderem na głądką masę. Odcedzam na sitku. Takie pure można wykorzystać do zupy,ciasta, babeczek. Można zamrozić i z powodzeniem przechowywać miesiąc w zamrażarce. Jest to bardzo wygodny sposób na zagospodarowanie sporej dyni, dodatkowo mamy pod ręką półprodukt, z którego szybko można przygotować pyszne dania :)
czwartek, 28 października 2010
Wędzony kurczak- nostalgia po lecie
Nawet się cieszę, że wcześniej nie miałam czasu zamieścić tych zdjęć. W tym roku na urodziny zaprosiłam najbliższych do moich rodziców. Tam świętowaliśmy moje 26 wiosen doskonałym posiłkiem, w cieniu gruszy i dębu. Szczególnym gościem była biała kózka -nazwana pieszczotliwie Dodzią, prezent imieninowy dla mojej Mamy :)
Wszystko wskazuje, że na wiosnę będę Wam mogła przybliżyć temat kozich serów. Jednocześnie chciałabym gorąco zapewnić, że nasza słodka blondi nie trafi nigdy do wędzarni.Właściwie myślę, że jest najszczęśliwszą kozą na świecie.
Wracając do urodzinowego party:jako atrakcję moja Mama przygotowała szczególną specjalność la maison de Górki -wędzone kurczaki.
Ptaszyska przyprawia się, wiąże się sznurem i poddaje 3 godzinnej saunie w aromatycznym, ciepłym dymie. Tak przygotowany drób ma smak tak unikalny, tak doskonały, że wręcz bark mi słów. Mięso jest soczyste, a skórka ma piękny kolor.

Ponieważ ani ja, ani zapewne Wy moi kochani czytelnicy, nie posiadamy wędzarni na wyciągnięcie ręki, możemy tylko pomarzyć o tych ptakach. Tymniemniej kiedy ogarnia mnie nostalgia za doskonałą piersią kurczęcia pocieszam się chociaż smakiem sekretnej(od dziś już nie tak bardzo ;) )przyprawy mojej Mamy.
Jeżeli tylko będziecie mieli okazję szukajcie na bazarkach, stoiskach, w sklepach CZUBRICY. Pyszna do wszystkiego, szczególnie do białego sera i właśnie drobiu.
Cytując za Wiki
Czubrica - przyprawa uzyskiwana z cząbru górskiego (łac. Satureja montana), gatunku spokrewnionego z bardziej u nas znanym cząbrem ogrodowym. Przyprawa charakterystyczna dla kuchni bułgarskiej (nazwa przyprawy jest zapożyczeniem z tego języka).
Czubricy używa się głównie do zup, mięs, fasoli i serów, a także do kanapek. Po nazwą trapezna czubrica można kupić w Bułgarii także tradycyjną mieszankę przypraw bułgarskich, składającą się zazwyczaj z soli, sproszkowanej papryki i czubricy.
Wracając do urodzinowego party:jako atrakcję moja Mama przygotowała szczególną specjalność la maison de Górki -wędzone kurczaki.
Ptaszyska przyprawia się, wiąże się sznurem i poddaje 3 godzinnej saunie w aromatycznym, ciepłym dymie. Tak przygotowany drób ma smak tak unikalny, tak doskonały, że wręcz bark mi słów. Mięso jest soczyste, a skórka ma piękny kolor.
Jeżeli tylko będziecie mieli okazję szukajcie na bazarkach, stoiskach, w sklepach CZUBRICY. Pyszna do wszystkiego, szczególnie do białego sera i właśnie drobiu.
Cytując za Wiki
Czubrica - przyprawa uzyskiwana z cząbru górskiego (łac. Satureja montana), gatunku spokrewnionego z bardziej u nas znanym cząbrem ogrodowym. Przyprawa charakterystyczna dla kuchni bułgarskiej (nazwa przyprawy jest zapożyczeniem z tego języka).
Czubricy używa się głównie do zup, mięs, fasoli i serów, a także do kanapek. Po nazwą trapezna czubrica można kupić w Bułgarii także tradycyjną mieszankę przypraw bułgarskich, składającą się zazwyczaj z soli, sproszkowanej papryki i czubricy.
środa, 20 października 2010
Weekend z Julią Child
Ten weekend spędziłam na radosnym gotowaniu w gronie przyjaciół. Postanowiliśmy wzbić się na kulinarne wyżyny i zrobiliśmy beouf borginion według przepisu Julii Child. To co wyszło z piekarnika po 3 godzinach było absolutnie B-O-S-K-I-E. Wrótce zamieszczę obszerny post na ten temat :) Tematycznie oglądaliśmy też film Julie i Julia z rewelacyjną Meryll Streep.

Film jest bardzo sympatyczny, natomiast książka, na podstawie której powstał jest słaba. Autorka jest niepoprawną pesymistką i przebrnięcie przez 100 stron oryginału po angielsku nie dało mi spodziewanej satysfakcji. A jedak... Dla wszystkich miłośniczek i miłośników kuchni, polecam z całego serca autobiografie Julii "Moje życie we Francji". Biorąc pod uwagę fakt, że przed nami jesień i zima, warto pokrzepić się humorem i energią tej publikacji. Pysznie o jedzeniu, ale też o apetycie na życie. Ta książka daje nadzieję każdemu, że nigdy nie jest za późno na radość życia i realizowanie swoich marzeń.

Chciałabym mieć tyle optymizmu i wiary w dobro co Julia. No i nie ukrywam, że zazdroszczę jej i mężowi poczucia humoru. Jak ich nie kochać za takie kartki walentynkowe???

Film jest bardzo sympatyczny, natomiast książka, na podstawie której powstał jest słaba. Autorka jest niepoprawną pesymistką i przebrnięcie przez 100 stron oryginału po angielsku nie dało mi spodziewanej satysfakcji. A jedak... Dla wszystkich miłośniczek i miłośników kuchni, polecam z całego serca autobiografie Julii "Moje życie we Francji". Biorąc pod uwagę fakt, że przed nami jesień i zima, warto pokrzepić się humorem i energią tej publikacji. Pysznie o jedzeniu, ale też o apetycie na życie. Ta książka daje nadzieję każdemu, że nigdy nie jest za późno na radość życia i realizowanie swoich marzeń.

Chciałabym mieć tyle optymizmu i wiary w dobro co Julia. No i nie ukrywam, że zazdroszczę jej i mężowi poczucia humoru. Jak ich nie kochać za takie kartki walentynkowe???
Muffin my love
Muszę się do czegoś przyznać. Oszalałam na punkcie muffinów. Dostałam w prezencie silikownowe foremki i od tego czasu jestem jak opętana. Muffinomania.
Muffin wydaje się być słodyczą kobiecą. Małe, słodkie ozdabiane...mrau
Najcudowniejsze jest to, że jak już się pojmie istotę muffina: suche składniki osobno, mokre osobno, można eksperymentować w nieskończoność. Czekoladowe, malinowe, bananowe, na słono, na słodko, z polewą, ze śmietaną, z cukrem pudrem....
Pierwszy przepis, który wypróbowałam, to babeczki z białą czekoladą, który odnalazłam w kuchni.tv http://kuchnia.tv/kuchnia_przepis_0-0-329_muffiny-z-malinami-i-biala-czekolada.html
Zrobiłam je na wieczór panieński. Nie wiem czemu,ale uważam, że babeczki alias muffiny są frywolne. No i zresztą chwała im za to :)
Muffin wydaje się być słodyczą kobiecą. Małe, słodkie ozdabiane...mrau
Najcudowniejsze jest to, że jak już się pojmie istotę muffina: suche składniki osobno, mokre osobno, można eksperymentować w nieskończoność. Czekoladowe, malinowe, bananowe, na słono, na słodko, z polewą, ze śmietaną, z cukrem pudrem....
Pierwszy przepis, który wypróbowałam, to babeczki z białą czekoladą, który odnalazłam w kuchni.tv http://kuchnia.tv/kuchnia_przepis_0-0-329_muffiny-z-malinami-i-biala-czekolada.html
Zrobiłam je na wieczór panieński. Nie wiem czemu,ale uważam, że babeczki alias muffiny są frywolne. No i zresztą chwała im za to :)
poniedziałek, 27 września 2010
Kuchnia rzymska- gdzie, no gdzie jest moje jedzenie??
W ostatniej części mojej rzymskiej opowieści, podzielę się z Wami uwagami na temat rzymskich jadłodajni obiadowych. Otóż podejście "oh pójdę gdzieś i na pewno znajdę coś" nie sprawdza się. Oh ileż to razy z wypiekami na twarzy czekałam na moją pizzę czy pastę i się okazywało,że
a) jest kiepska
b) jest bardzo kiepska
c) jest fatalna
No bo jak pytam się jak można rozgrzeszyć spaghetti ala carbonara, która jest po prostu jajecznicą ze śladową ilością boczku??? Albo nie do końca świeży pulpecik i rozmiękłą gumowatą pizze?? No jak się pytam??!
I gdy już miałam ostatecznie ogłosić upadłość narodu włoskiego, w rozpaczy, że wszystko lepiej jestem w stanie ugotować w domu nadszedł ratunek. Wprawdzie smutnie kontestuje, że za owy ratunek należy trochę więcej zapłacić. Ale warto.
Jak tylko znajdziecie się w Rzymie skierujcie swe kroki na via dei Pastini 12 i zarezerwujcie stolik w "Ristorante Antonio al Pantheon". Trzeba rezerwować na wieczór, ponieważ popyt na lokal jest znaczny.
A w środku, czego się nie dotkniesz w menu : pychota. Osobiście próbowałam i mogę polecić: zupy minestrone i taki rosół z kluseczkami(niestety nie pamiętam oryginalnej nazwy), pastę z borowikami, tiramisu, smażone kwiaty cukinii nadziewane mozzarellą i anchovies. Oraz pastę z truflami. Niesamowite, wyjątkowe danie. "Chusteczki" z makaronu + delikatny sos maślany + płatki trufli. Odlot! Żałuję jedynie, że trafiłam tam pod koniec wyjazdu. Pewnie przejadłabym tam cały budżet. Za posiłek trzeba liczyć ok 20-30 EUR od osoby. Załączam zdjęcie z Panoramio, abyście mogli poczuć klimat
źródło www.panoramio.com/photo/12697448

Bardzo dobrą tańszą alternatywą jest pizzeria Dar Poeta. Bardzo przyjazny personel i pyszna pizza na Trastevere. Dodatkowo można spróbować tam deseru, który własnoręcznie robi włoska Mamma. Jadłam jedno z najlepszych tiramisu ever! Pizze od 5-10 EUR.Polecam!Możecie odwiedzić ich stronę internetową : http://www.darpoeta.com/
a) jest kiepska
b) jest bardzo kiepska
c) jest fatalna
No bo jak pytam się jak można rozgrzeszyć spaghetti ala carbonara, która jest po prostu jajecznicą ze śladową ilością boczku??? Albo nie do końca świeży pulpecik i rozmiękłą gumowatą pizze?? No jak się pytam??!
I gdy już miałam ostatecznie ogłosić upadłość narodu włoskiego, w rozpaczy, że wszystko lepiej jestem w stanie ugotować w domu nadszedł ratunek. Wprawdzie smutnie kontestuje, że za owy ratunek należy trochę więcej zapłacić. Ale warto.
Jak tylko znajdziecie się w Rzymie skierujcie swe kroki na via dei Pastini 12 i zarezerwujcie stolik w "Ristorante Antonio al Pantheon". Trzeba rezerwować na wieczór, ponieważ popyt na lokal jest znaczny.
A w środku, czego się nie dotkniesz w menu : pychota. Osobiście próbowałam i mogę polecić: zupy minestrone i taki rosół z kluseczkami(niestety nie pamiętam oryginalnej nazwy), pastę z borowikami, tiramisu, smażone kwiaty cukinii nadziewane mozzarellą i anchovies. Oraz pastę z truflami. Niesamowite, wyjątkowe danie. "Chusteczki" z makaronu + delikatny sos maślany + płatki trufli. Odlot! Żałuję jedynie, że trafiłam tam pod koniec wyjazdu. Pewnie przejadłabym tam cały budżet. Za posiłek trzeba liczyć ok 20-30 EUR od osoby. Załączam zdjęcie z Panoramio, abyście mogli poczuć klimat
źródło www.panoramio.com/photo/12697448

Bardzo dobrą tańszą alternatywą jest pizzeria Dar Poeta. Bardzo przyjazny personel i pyszna pizza na Trastevere. Dodatkowo można spróbować tam deseru, który własnoręcznie robi włoska Mamma. Jadłam jedno z najlepszych tiramisu ever! Pizze od 5-10 EUR.Polecam!Możecie odwiedzić ich stronę internetową : http://www.darpoeta.com/
Subskrybuj:
Posty (Atom)