Ho!Ho! Ho! Drogie dzieci. Byliście grzeczni? Jeśli tak to zasługujecie na pyszną maślaną babeczkę. Świetnie się sprawdzają do zrobienia w dużej ilości bo łatwo przeliczyć proporcje. Więc spędy świąteczne, śledziki pracowe, lub bardzo głodne przyjaciółki ...to idealne okazje na babeczki. Przepis pochodzi z książki Nigella Świątecznie - którą polecam, jest tam mnóstwo wskazówek jak urządzić obiad rodzinny z rozpiską co można zrobić wcześniej i zamrozić
125 g miękkiego masła
125 g cukru - ja dałam 100 bo wydawało mi się że będą za słodkie, ale są Święta, więc możecie szaleć
2 jajka
125 g mąki
1/2 łyżeczki sody oczyszczonej
2 łyżeczki proszku do pieczenia
2-3 łyżek mleka
łyżka maku - tu polski akcent ode mnie - dla mnie mak to świąteczny składnik obowiązkowy
Wszystkie składniki oprócz mleka miksujemy w malakserze. Potem na końcu dodajemy mleko - ciasto ma być dość gęste, ale lejące.
wychodzi z tego 12 babeczek. Pieczemy w temperaturze 200 stopni 15-20 minut aż będą złote.
Dekoracja: ma zdjęciu krem maślany z barwnikiem w odcieniu Christmas Red i posypki firmy Wilton (do kupienia w sklepach internetowcyh z akcesoriami do pieczenia).
poniedziałek, 16 grudnia 2013
sobota, 28 września 2013
Tort Schwardzwaldzki
Tort ten wykonałam na zamówienie. A było ono bardzo konkretne: czekoladowe ciasto i wiśnie i nieco alkoholu. Kiedy mam połączyć czekoladowy biszkopt i wiśnie wybór pada naturalnie na klasykę Tot Szwardzwaldzki. Myślę więc sobie, gdzie może być dobry przepis? Czarnolas jest w Niemczech zaglądam więc do książki Gute Küche którą dostałam od mojego Taty. I po zrobieniu próby biszkoptu - klops, za suchy. Zatem podaje Wam wersje zmodyfikowaną już sprawdzoną :) dla ok 10 osób
Ciasto:
10 jajek
13 łyżek letniej wody
szczypta soli
300 g cukru
opakowanie cukru waniliowego
300 g mąki
2 łyżki oleju
6 łyżek kakao
2 łyżeczki proszku do pieczenia
Jajka zmiksować z cukrami i szczyptą soli na jasnożółtą puszystą masę. Dodać wodę i olej. Następnie partiami i stopniowo na wolnych obrotach dodać suche składniki. Przelać do 2 tortownic i piec ok 30 minut w piekarniku nagrzanym do 200C . Tradycyjnie wskaźnikiem upieczenia jest test suchego patyczka.
Upieczone blaty dzielimy na pół. Jeżeli lubicie możecie nasączyć je nalewką wiśniową (1 kieliszek nalewki zmieszany z 1 kieliszkiem wody.)
Pomiędzy blaty nakładamy bitą śmietanę z mascarpone i konfiturę wiśniową.
Ok 1/3 masy z bitej śmietany rozsmarowujemy po bokach i górze - to uwięzi okruszki i pozwoli nam potem mieć ładną białą powierzchnie na torcie.
Dobrze jest w tym momencie odstawić tort do lodówki na chwilę, łatwiej się będzie potem dekorować. Jeśli nie macie czasu czekać godziny - włóżcie na czas zmywania naczyń po pieczeniu ;)
Dekoracja- co kto lubi, ja najchętniej bym zostawiła cały biały - ale można szaleć tu na zdjęciu kandyzowane wiśnie i wiśnie w czekoladzie.
Masa śmietanowa z macarpone - ja mam wypracowane proporcje na 1 porcje - taki tort jak powyżej wymaga podwojenia składników
330 ml śmietanki 30%
opakowanie serka mascarpone - opakowanie ok 250 g
6 łyżek curku pudru
łyżeczka esencji waniliowej
Najpierw miksuje śmietanę z cukrem pudrem i esencją. W momencie kiedy śmietana gęstnieje na tyle, że miksując zostawiasz w niej ślady trzepaczki dodaje serek mascarpone i miksuje jeszcze dosłownie minute. WAŻNE: jeśli miksuje się za długo robi się Wam masło oddziela się tłuszcz i wszystko się zważy.

Ciasto:
10 jajek
13 łyżek letniej wody
szczypta soli
300 g cukru
opakowanie cukru waniliowego
300 g mąki
2 łyżki oleju
6 łyżek kakao
2 łyżeczki proszku do pieczenia
Jajka zmiksować z cukrami i szczyptą soli na jasnożółtą puszystą masę. Dodać wodę i olej. Następnie partiami i stopniowo na wolnych obrotach dodać suche składniki. Przelać do 2 tortownic i piec ok 30 minut w piekarniku nagrzanym do 200C . Tradycyjnie wskaźnikiem upieczenia jest test suchego patyczka.
Upieczone blaty dzielimy na pół. Jeżeli lubicie możecie nasączyć je nalewką wiśniową (1 kieliszek nalewki zmieszany z 1 kieliszkiem wody.)
Pomiędzy blaty nakładamy bitą śmietanę z mascarpone i konfiturę wiśniową.
Ok 1/3 masy z bitej śmietany rozsmarowujemy po bokach i górze - to uwięzi okruszki i pozwoli nam potem mieć ładną białą powierzchnie na torcie.
Dobrze jest w tym momencie odstawić tort do lodówki na chwilę, łatwiej się będzie potem dekorować. Jeśli nie macie czasu czekać godziny - włóżcie na czas zmywania naczyń po pieczeniu ;)
Dekoracja- co kto lubi, ja najchętniej bym zostawiła cały biały - ale można szaleć tu na zdjęciu kandyzowane wiśnie i wiśnie w czekoladzie.
Masa śmietanowa z macarpone - ja mam wypracowane proporcje na 1 porcje - taki tort jak powyżej wymaga podwojenia składników
330 ml śmietanki 30%
opakowanie serka mascarpone - opakowanie ok 250 g
6 łyżek curku pudru
łyżeczka esencji waniliowej
Najpierw miksuje śmietanę z cukrem pudrem i esencją. W momencie kiedy śmietana gęstnieje na tyle, że miksując zostawiasz w niej ślady trzepaczki dodaje serek mascarpone i miksuje jeszcze dosłownie minute. WAŻNE: jeśli miksuje się za długo robi się Wam masło oddziela się tłuszcz i wszystko się zważy.
wtorek, 24 września 2013
Czym smakuje Madryt?
Przedstawiam Wam mój subiektywny przewodnik po Madrycie :) Miasto jest piękne zarówno wiosną, jak i jesienią. Pomyślcie, może znajdziecie tanie bilety i uciekniecie na chwile przed jesienią?
Museo del Jamon
Hiszpania jest cudowna: doskonałe wino w cenie nie przewyższającej czasami butelki piw, oliwki i oliwa, no i wędliny: chorizo i szynka. Jamon! Uwielbiam. Pierwsze kroki po przekroczeniu hiszpańskiej ziemi kieruje do miejsca gdzie mogę zjeść bagietkę z jamon. W Madrycie polecam przybytek wprawdzie sieciowy ale z klimatem.W Museo del Jamon po jednej stronie znajdziecie ladę z kiełbasami, nad głowami kołyszą się apetyczne udźce świnek. Prawdziwa atrakcja kryje się po drugiej stronie, gdzie rozentuzjazmowany tłum, o każdej porze dnia i nocy tłoczy się wokół kontuaru, za którym uwijają się nonszalanccy kelnerzy. Ceny są bardzo przystępne bo za bułę z jamon serrano płaci się 1 EUR za kawę 2 EUR. Spotyka się tu wszystkich: młodych ludzi na kacu po imprezie, ratowników medycznych, starszych państwa którzy wstąpili tu ze spaceru, turystów. Atmosfera żywa, niezobowiązująca, nikogo nie dziwi piwo i wino pite w o 11:00 w niedziele. Oprócz bułek można zamawiać też tapas: plastry szynki, chorizo, jaja sadzone. W ofercie są też dania obiadowe, ale ja się nie odważyłam. Najlepszym świadectwem klimatu niech będzie ten filmik :
http://www.museodeljamon.es/madrid/
Skoro już wspominam o hiszpańskiej szynce, to zbliżając się do półek sklepowych, można się zdziwić. Jamon, Jamon a tu cena od 8 do nawet 20 EUR za 100 g. Kluczem są słowa, które towarzyszą Jamon. I tak:
Jamón Iberico de Bellota: świnki rasy iberyjskiej, które hodowane są wolno. Pląsają sobie po lasach i karmione są żołędziami.
Jamón Iberico de Recebo: również smakują w żołędziach, ale jedzą również normalną paszę
Jamón Iberico de Campo: (lub też Jamón de Pata Negra).Pata negra (czarna racica ), to świnki czarne. Tylko 5% produkcji Jamon pochodzi z tej rasy. Mogą być karmionę normalną mieszanką, ale najlepsze mięso uzyskuję się ze zwierząt hodowanych wśród dębowych i korkowych lasów na granicy Hiszpanii i Portugalii.
Jamón Serrano: (znana również jako Jamón Reserva, Jamón Curado and Jamón Extra). szynki z białych świnek
Do tej pory zadowalałam się serrano, ale tym razem przechodząc obok małego targu,skusiłam się spróbować na stoisku Jamón Iberico de Bellota. Piękny zestaw z winem i niesamowity smak. Mięso jest delikatnie marmurkowane i niezwykle aromatyczne. Pycha. A jeśli szukacie dalszych argumentów dlaczego warto się obżerać jamonem w opór dodam jeszcze, że dzięki żołędziowej diecie mięso zawiera kwas oleinowy, który redukuje poziom cholesterolu.











Mercado de San Miguel
http://www.mercadodesanmiguel.es/
1916 na miejscu kościoła wyburzonego przez Napoleona powstała ciekawa konstrukcja hali z żelaza, kryjąca w swoich trzewiach targ. W 2009 został odnowiony i po ponownym otwarciu pełni funkcję znacznie szerszą niż zwykłe targowisko. Każde stoisko, oprócz towarów w czystej postaci jak na przykład świeżych ryb czy aromatycznych serów , oferuje różnego rodzaju przekąski, kanapeczki i oczywiście gdyby nam się zachciało pić - wina. Ogromna różnorodność, jak również gwarna atmosfera zachęcają, aby wybrać się tam na śniadanie, lub przekąskę. Jak w większości miejsc w Hiszpanii jada się tu raczej na stojąco lub na barowych stołkach rozstawionych na środku pomiędzy alejkami. Szaszłyki z oliwek, kanapki z krewetkami, ostrygi otwierane na Twoich oczach...mówisz i masz. Moim faworytem było stoisko masarni, gdzie na gorącej płycie kucharz przygotowywał małe, aromatyzowane kiełbaski (z grzybami, ratatoulie, trufla, papryka), podawane w towarzystwie chrupiącej bułeczki i specjalnych sosów.
A gdzie na obiad?
Najlepiej skorzystać z menu del dia. Za 10 EUR restauracje proponują przystawkę durgie danie wino i kawę/deser. Dobra cena. I dobry sposób na poznawanie hiszpańskiej kuchni. Wprawdzie bez rozmówek się nie obyło. Ale można się najeść obficie i smacznie. Ja gorąco polecam Venta El Buscon (Calle Victoria, 5-7). W ulicy niedaleko Sol, samego serca miasta. Knajpka w hiszpańskim klimacie, serwuje zarówno tapas jak i właśnie menu del dia. Ja jadłam tam pimentos del pardon (pieczone papryczki z grubo ziarnistą solą, które uwielbiam!), pyszne krewetki, kalmary. Bardzo dobre steki. Doskonałe wina. I wszystko w bardzo przyzwoitych cenach. Więcej niż 20 EUR na osobę nie wydacie. A na koniec dostaniecie jeszcze drinka na koszt firmy :)
Museo del Jamon
Hiszpania jest cudowna: doskonałe wino w cenie nie przewyższającej czasami butelki piw, oliwki i oliwa, no i wędliny: chorizo i szynka. Jamon! Uwielbiam. Pierwsze kroki po przekroczeniu hiszpańskiej ziemi kieruje do miejsca gdzie mogę zjeść bagietkę z jamon. W Madrycie polecam przybytek wprawdzie sieciowy ale z klimatem.W Museo del Jamon po jednej stronie znajdziecie ladę z kiełbasami, nad głowami kołyszą się apetyczne udźce świnek. Prawdziwa atrakcja kryje się po drugiej stronie, gdzie rozentuzjazmowany tłum, o każdej porze dnia i nocy tłoczy się wokół kontuaru, za którym uwijają się nonszalanccy kelnerzy. Ceny są bardzo przystępne bo za bułę z jamon serrano płaci się 1 EUR za kawę 2 EUR. Spotyka się tu wszystkich: młodych ludzi na kacu po imprezie, ratowników medycznych, starszych państwa którzy wstąpili tu ze spaceru, turystów. Atmosfera żywa, niezobowiązująca, nikogo nie dziwi piwo i wino pite w o 11:00 w niedziele. Oprócz bułek można zamawiać też tapas: plastry szynki, chorizo, jaja sadzone. W ofercie są też dania obiadowe, ale ja się nie odważyłam. Najlepszym świadectwem klimatu niech będzie ten filmik :
http://www.museodeljamon.es/madrid/
Skoro już wspominam o hiszpańskiej szynce, to zbliżając się do półek sklepowych, można się zdziwić. Jamon, Jamon a tu cena od 8 do nawet 20 EUR za 100 g. Kluczem są słowa, które towarzyszą Jamon. I tak:
Jamón Iberico de Bellota: świnki rasy iberyjskiej, które hodowane są wolno. Pląsają sobie po lasach i karmione są żołędziami.
Jamón Iberico de Recebo: również smakują w żołędziach, ale jedzą również normalną paszę
Jamón Iberico de Campo: (lub też Jamón de Pata Negra).Pata negra (czarna racica ), to świnki czarne. Tylko 5% produkcji Jamon pochodzi z tej rasy. Mogą być karmionę normalną mieszanką, ale najlepsze mięso uzyskuję się ze zwierząt hodowanych wśród dębowych i korkowych lasów na granicy Hiszpanii i Portugalii.
Jamón Serrano: (znana również jako Jamón Reserva, Jamón Curado and Jamón Extra). szynki z białych świnek
Do tej pory zadowalałam się serrano, ale tym razem przechodząc obok małego targu,skusiłam się spróbować na stoisku Jamón Iberico de Bellota. Piękny zestaw z winem i niesamowity smak. Mięso jest delikatnie marmurkowane i niezwykle aromatyczne. Pycha. A jeśli szukacie dalszych argumentów dlaczego warto się obżerać jamonem w opór dodam jeszcze, że dzięki żołędziowej diecie mięso zawiera kwas oleinowy, który redukuje poziom cholesterolu.
Mercado de San Miguel
http://www.mercadodesanmiguel.es/
1916 na miejscu kościoła wyburzonego przez Napoleona powstała ciekawa konstrukcja hali z żelaza, kryjąca w swoich trzewiach targ. W 2009 został odnowiony i po ponownym otwarciu pełni funkcję znacznie szerszą niż zwykłe targowisko. Każde stoisko, oprócz towarów w czystej postaci jak na przykład świeżych ryb czy aromatycznych serów , oferuje różnego rodzaju przekąski, kanapeczki i oczywiście gdyby nam się zachciało pić - wina. Ogromna różnorodność, jak również gwarna atmosfera zachęcają, aby wybrać się tam na śniadanie, lub przekąskę. Jak w większości miejsc w Hiszpanii jada się tu raczej na stojąco lub na barowych stołkach rozstawionych na środku pomiędzy alejkami. Szaszłyki z oliwek, kanapki z krewetkami, ostrygi otwierane na Twoich oczach...mówisz i masz. Moim faworytem było stoisko masarni, gdzie na gorącej płycie kucharz przygotowywał małe, aromatyzowane kiełbaski (z grzybami, ratatoulie, trufla, papryka), podawane w towarzystwie chrupiącej bułeczki i specjalnych sosów.
A gdzie na obiad?
Najlepiej skorzystać z menu del dia. Za 10 EUR restauracje proponują przystawkę durgie danie wino i kawę/deser. Dobra cena. I dobry sposób na poznawanie hiszpańskiej kuchni. Wprawdzie bez rozmówek się nie obyło. Ale można się najeść obficie i smacznie. Ja gorąco polecam Venta El Buscon (Calle Victoria, 5-7). W ulicy niedaleko Sol, samego serca miasta. Knajpka w hiszpańskim klimacie, serwuje zarówno tapas jak i właśnie menu del dia. Ja jadłam tam pimentos del pardon (pieczone papryczki z grubo ziarnistą solą, które uwielbiam!), pyszne krewetki, kalmary. Bardzo dobre steki. Doskonałe wina. I wszystko w bardzo przyzwoitych cenach. Więcej niż 20 EUR na osobę nie wydacie. A na koniec dostaniecie jeszcze drinka na koszt firmy :)
niedziela, 22 września 2013
Nie samym brokatem człowiek żyje - czyli czym nakarmić performerki burleski ...
Dziś ogarnęły mnie wyrzuty sumienia. Ostatni post zamieściłam tu ponad rok temu. Ponieważ ostatnio miałam okazję karmić 10 cudownych kobiet, uznałam, że to dobra okazja na reaktywację. W zasadzie najlepsza :)
Kolację przygotowałam dla mojej burleskowej mentorki, przyjaciółki i źdródła inspiracji - Betty Q
Kim jest Betty? Zerknijcie na Fejsbuka. W skrócie: odważną kobietą, która sprowadziła burleske do Polski, performerką, nauczycielką. W tym roku Betty zdecydowała się świętować swoje urodziny w wyjątkowy sposób: zorganizowała niesamowitą imprezę z okazji swoich urodzin na której wystąpiły nie tylko rodzime performerki, ale również świetne dziewczyny z Niemiec, Szwecji i Anglii. A dzień przed tą pamiętną imprezą miałam okazję poczęstować to zacne grono poniższym menu:
Pikantna zupa z dyni - podana w filiżankach
Warzywny las - zestaw surowych warzyw do chrupania: marchewka, papryka, seler naciowy, rzodkiewki, kiełki słonecznika, ogórek. Podane na sałacie w kryształowych naczyniach.
Bukiet kwiatów z pomidorków - zdaję sobie sprawę z tego, że jest to danie, które trąci kiczem, ale ...w takiej operowałyśmy konwencji ;)
Dipy: pasta z zielonego groszku z miętą, serowy (ser rokpol zmiksowany z jogurtem greckim), pasta z pieczonego bakłażana z dodatkiem tahiny, wegańska bagna cauda - na bazie pasty miso.
Gryczane bliny - w orginale przeznaczone do pasty z pieczonego bakłażana, ale w zasadzie Panie eksperymentowały z wieloma dipami
Tarta z burakami i kozim serem na cieście orzechowym
Tort bezowy wg przepisu white plate - genialny, wyszedł w 100%
Trufle czekoladowe - moja specjalność :)
Zarówno bliny, jak i tarta, oraz pasty przyrządziłam według przepisów z rewelacyjnej książki Nicoli Graimes "Kuchnia wegetariańska". Gorąco polecam tą książkę - czego bym z niej nie gotowała udaje się doskonale!
Chciałam się z Wami podzielić przepisem Nicoli na tartę z buraczkami. Kończy się sezon letni, a to będzie danie idealne na zimowe wieczory:
1 łyżeczka oliwy
25 g masła
650 g czerwonej cebuli pokrojonej w cienkie plastry
5 gałązek tymianku plus dodatkowy do podania
3 łyżki octu balsamicznego
400 g ugotowanych buraków pokrojonych w plastry
1 łyżka płynnego miodu
175 g koziego sera
sól, pieprz
Ciasto:
40 g uprażonych i posiekanych drobno orzechów włoskich
185 g mąki - ja użyłam orkiszowej, ale może być pszenna
85g zimnego masła
1 żółtko
Jak zwykle na samym początku natłuściłam formę do tarty masłem i odłożyłam na bok. Piekarnik nastawiamy na 180 stopni. Zaczynamy od ciasta: uprażone, wystudzone orzechy rozdrobniłam używając blendera. Połączyłam je z mąką i solą. Następnie dodałam pokrojone w drobne kawałeczki zimne masło i rękami rozcierałam wszystko razem. Następnie dodałam jajko i ok 2-3 łyżek zimnej wody. Ciasto ma być elastyczne, a ilość wody zależy od mąki którą stosujecie. Trzeba wyczuć.
Następnie rozwałkowałam ciasto i wyłożyłam nim ceramiczną formę do tarty. Cisto trzeba nakłuć w kilku miejscach widelcem, a następnie obciążyć krążkiem z pergaminu i fasolką (ja mam takie ziarna które stosuje cały czas, kiedyś obciążałam też cieciorką - chodzi o to żeby ciasto nie wyrosło do góry, a obciążenie było suche, łatwe do usunięcia i się nie paliło). Czas pieczenia to 20 minut a następnie kolejne 15 bez fasolki ;).
W czasie gdy ciasto jest w piekarniku można przygotować farsz. Cebulę dusimy na patelni, aż będzie miękka, po czym dodajemy balsamico i tymianek. Po zredukowaniu się octu dodajemy miód oraz buraki. Mieszamy wszystko razem.
Na upieczony spód wykładamy buraczano-cebulowy farsz, kładziemy kleksy z serka koziego i zapiekamy kolejne 15 min do momentu aż ser się trochę zrumieni.
Kolację przygotowałam dla mojej burleskowej mentorki, przyjaciółki i źdródła inspiracji - Betty Q
Kim jest Betty? Zerknijcie na Fejsbuka. W skrócie: odważną kobietą, która sprowadziła burleske do Polski, performerką, nauczycielką. W tym roku Betty zdecydowała się świętować swoje urodziny w wyjątkowy sposób: zorganizowała niesamowitą imprezę z okazji swoich urodzin na której wystąpiły nie tylko rodzime performerki, ale również świetne dziewczyny z Niemiec, Szwecji i Anglii. A dzień przed tą pamiętną imprezą miałam okazję poczęstować to zacne grono poniższym menu:
Pikantna zupa z dyni - podana w filiżankach
Warzywny las - zestaw surowych warzyw do chrupania: marchewka, papryka, seler naciowy, rzodkiewki, kiełki słonecznika, ogórek. Podane na sałacie w kryształowych naczyniach.
Bukiet kwiatów z pomidorków - zdaję sobie sprawę z tego, że jest to danie, które trąci kiczem, ale ...w takiej operowałyśmy konwencji ;)
Dipy: pasta z zielonego groszku z miętą, serowy (ser rokpol zmiksowany z jogurtem greckim), pasta z pieczonego bakłażana z dodatkiem tahiny, wegańska bagna cauda - na bazie pasty miso.
Gryczane bliny - w orginale przeznaczone do pasty z pieczonego bakłażana, ale w zasadzie Panie eksperymentowały z wieloma dipami
Tarta z burakami i kozim serem na cieście orzechowym
Tort bezowy wg przepisu white plate - genialny, wyszedł w 100%
Trufle czekoladowe - moja specjalność :)
Zarówno bliny, jak i tarta, oraz pasty przyrządziłam według przepisów z rewelacyjnej książki Nicoli Graimes "Kuchnia wegetariańska". Gorąco polecam tą książkę - czego bym z niej nie gotowała udaje się doskonale!
Chciałam się z Wami podzielić przepisem Nicoli na tartę z buraczkami. Kończy się sezon letni, a to będzie danie idealne na zimowe wieczory:
1 łyżeczka oliwy
25 g masła
650 g czerwonej cebuli pokrojonej w cienkie plastry
5 gałązek tymianku plus dodatkowy do podania
3 łyżki octu balsamicznego
400 g ugotowanych buraków pokrojonych w plastry
1 łyżka płynnego miodu
175 g koziego sera
sól, pieprz
Ciasto:
40 g uprażonych i posiekanych drobno orzechów włoskich
185 g mąki - ja użyłam orkiszowej, ale może być pszenna
85g zimnego masła
1 żółtko
Jak zwykle na samym początku natłuściłam formę do tarty masłem i odłożyłam na bok. Piekarnik nastawiamy na 180 stopni. Zaczynamy od ciasta: uprażone, wystudzone orzechy rozdrobniłam używając blendera. Połączyłam je z mąką i solą. Następnie dodałam pokrojone w drobne kawałeczki zimne masło i rękami rozcierałam wszystko razem. Następnie dodałam jajko i ok 2-3 łyżek zimnej wody. Ciasto ma być elastyczne, a ilość wody zależy od mąki którą stosujecie. Trzeba wyczuć.
Następnie rozwałkowałam ciasto i wyłożyłam nim ceramiczną formę do tarty. Cisto trzeba nakłuć w kilku miejscach widelcem, a następnie obciążyć krążkiem z pergaminu i fasolką (ja mam takie ziarna które stosuje cały czas, kiedyś obciążałam też cieciorką - chodzi o to żeby ciasto nie wyrosło do góry, a obciążenie było suche, łatwe do usunięcia i się nie paliło). Czas pieczenia to 20 minut a następnie kolejne 15 bez fasolki ;).
W czasie gdy ciasto jest w piekarniku można przygotować farsz. Cebulę dusimy na patelni, aż będzie miękka, po czym dodajemy balsamico i tymianek. Po zredukowaniu się octu dodajemy miód oraz buraki. Mieszamy wszystko razem.
Na upieczony spód wykładamy buraczano-cebulowy farsz, kładziemy kleksy z serka koziego i zapiekamy kolejne 15 min do momentu aż ser się trochę zrumieni.
niedziela, 9 września 2012
Zielony Jazdów
Tym razem nie o tym co można ugotować. Tym razem o tym co można kupić. I dlaczego nie może być tak w całej Warszawie.
Warszawskie CSW przez całe lato prowadziło fantastyczną inicjatywę Zielony Jazdów. Cykl imprez, warsztaty i co najważniejsze mini targ na świeżym powietrzu.
http://www.facebook.com/ZielonyJazdow/info
A tam... pyszne pomidory, niespotykane zioła (np. kwiaty czosnku). Dwa gospodarstwa, o których ostatnio pisał Grzegorz Łapanowski w swoim artykule, który polecam:
http://grzegorzlapanowski.natemat.pl
Zaintrygowana tematem, wybrałam się na Zielony Jazdów i się zakochałam. W genialnych produktach i w tym, że można ładnie prezentować i ciekawie opowiadać o swoich produktach. O tym, że dobre warzywa nie muszą kosztować fortuny.
www.majlert.pl
http://panziolko.pl
Serce rośnie. A potem zaraz staje w gardle. Bo tak sobie myśle: dobra super, pojechałam przez pół miasta i 2 tygodnie z rzędu cieszę sie doskonałymi produktami. Ale...co będzie za 3 tygodnie? Dlaczego nie ma niczego takiego na Kabatach? Oferta lokalnych bazarków nie jest ani smaczna, ani tania. W lokalnym sklepie sprzedają mi zgniłe jaja. Czuje się warzywnie opuszczona, czy ktoś wypełni dziurę w mym spragnionym dobrych produktów kulinarnym sercu?
Szczerzę życzę sobie i wszystkim mieszkańcom Warszawy, że powstanie więcej takich świetnych gospodarstw, fajnych uśmiechnietych ludzi, którzy będą chcieli nas nakarmić bez pośrednictwa bazarów, hurtowni i marketów.
Warszawskie CSW przez całe lato prowadziło fantastyczną inicjatywę Zielony Jazdów. Cykl imprez, warsztaty i co najważniejsze mini targ na świeżym powietrzu.
http://www.facebook.com/ZielonyJazdow/info
A tam... pyszne pomidory, niespotykane zioła (np. kwiaty czosnku). Dwa gospodarstwa, o których ostatnio pisał Grzegorz Łapanowski w swoim artykule, który polecam:
http://grzegorzlapanowski.natemat.pl
Zaintrygowana tematem, wybrałam się na Zielony Jazdów i się zakochałam. W genialnych produktach i w tym, że można ładnie prezentować i ciekawie opowiadać o swoich produktach. O tym, że dobre warzywa nie muszą kosztować fortuny.
www.majlert.pl
http://panziolko.pl
Serce rośnie. A potem zaraz staje w gardle. Bo tak sobie myśle: dobra super, pojechałam przez pół miasta i 2 tygodnie z rzędu cieszę sie doskonałymi produktami. Ale...co będzie za 3 tygodnie? Dlaczego nie ma niczego takiego na Kabatach? Oferta lokalnych bazarków nie jest ani smaczna, ani tania. W lokalnym sklepie sprzedają mi zgniłe jaja. Czuje się warzywnie opuszczona, czy ktoś wypełni dziurę w mym spragnionym dobrych produktów kulinarnym sercu?
Szczerzę życzę sobie i wszystkim mieszkańcom Warszawy, że powstanie więcej takich świetnych gospodarstw, fajnych uśmiechnietych ludzi, którzy będą chcieli nas nakarmić bez pośrednictwa bazarów, hurtowni i marketów.
niedziela, 26 lutego 2012
Leuven miasteczko moich marzeń
No i wylądowałam w Niemczech. Z przyczyn zawodowych przez 3 miesiące jestem w Nadrenii.
Korzystając z okazji postanowiliśmy z moim ukochanym wybrać się do Belgii. Po co tam jechać? Wbrew pozorom nie po to aby oglądać Parlament Europejski. Belgia ma trzy doskonałe produkty dla których warto pojechać na wycieczkę:
Frytki
Wprawdzie amerykanie nazywaja frytki "French fries" ale to właśnie belgowie uważają je za swoje dobro narodowe. Ponoć już w manuskyptach z 1781 roku pojawia się informacja o tym że mieszkańcy małej flamandzkiej miejscowości wycinali z ziemniaków małe kawałki przypominające rybki, ponieważ lód na rzece uniemożliwiał im regularny połów. Nie wiadomo dokładnie kto konkretnie wynalazł frytki, ale już XIX w. pojawiają sie dokumenty opisujące belgijską specjalność.
Idąc ulicami co krok napotykamy się na friteries albo fritures - sklepiki, w których można kupić rożek grubych, złocistych frytek.Co ciekawe można sobie z lady wybrać też dużo rzeczy do usmażenia: szaszłyki, panierowane mięso, kiełbaski. Jak dla mnie nie wyglądało to zachęcająco, ale lokalni bywalcy rzadko kiedy zadowalali się jedynie frytkami.Do porcji podawane są liczne sosy, wszystkie na bazie majonezu. Wiele interesujących informacji oraz zdjęcia znajdziecie na stonie właściciela marki Friitz. http://www.belgianfries.com
Piwo
Najbardziej chyba podoba mi się to, że piwo tu pija się z dużych, obłych kielichów. Marki, które wybraliśmy zawierały sporo alkoholu 8-9% i miały przyjemny pszeniczny smak. Tradycja piwowarstwa w Belgii historycznie wiąże się z browarami przyklasztornymi. Obecnie w całym krauj jest ok 178 browarów. Piwo jest bardzo smaczne, a wybrór oszałamiający. Zainteresowanych odsyłam do ciekawego artykułu http://www.foody.pl/strony/1/i/660.php
Czekoladki

Belgijskie praliny są znane na całym świecie. Roczna produkcja czekolady to aż 172 000 ton! Praliny są produkowane zarówno ręcznie jak i przez dużych producentów.
Sama ostatnio dużo zajmuję się tematem czekolady i pralin. Próbuje ciągle nowych smaków i jedno mogę powiedzieć na pewno: do tej pory praliny firmy Leonidas pobiły wszystko łącznie z moją własną produkcją i ręcznie robionymi pralinami z małego belgijskiego sklepu.
To nie tylko kwestia czekolady, która jest pyszna. Ale przede wszystkim chodzi o stukturę nadzienia: aksamitne, rozpływające się w ustach, albo lekkie, puszyste i piankowe. Kiedy byłam mała mój Tata przywiózł malutkie opakowanie tych pyszności do Polski. Do dziś pamiętam jak razem z Mamą rozoszowałyśmy się tymi małymi cudeńkami.
Kiedy kupowałam Leonidasy w poprzedni weekend, sądziłam, że to tylko dzięcięca fascynacja i że teraz nie zrobią na mnie takiego wrażenia.
No cóż nie mogłam się pomylić bardziej. Nadal jest to mój numer 1!
PS. NA zdjeciu obok pudełka widzicie kolejną specjalność, niestety nie wiem jak się nazywa, ale jest to bagietka z pastą miesną, coś jak metka ogórkiem i cebulką. Mięso jest doprawione papryką i pastą pomidorową, smakuje świetnie!
Opócz wrażeń kulinarnych mogę Wam zdradzić że Leuven jest przepiękne. Stary ratusz, kościoły, kamieniczki. Miasto ma w sobie niesamowity urok. A za 2 tygodnie wybieram się do Muzeum Czekolady w Kolonii :)
Korzystając z okazji postanowiliśmy z moim ukochanym wybrać się do Belgii. Po co tam jechać? Wbrew pozorom nie po to aby oglądać Parlament Europejski. Belgia ma trzy doskonałe produkty dla których warto pojechać na wycieczkę:
Frytki
Wprawdzie amerykanie nazywaja frytki "French fries" ale to właśnie belgowie uważają je za swoje dobro narodowe. Ponoć już w manuskyptach z 1781 roku pojawia się informacja o tym że mieszkańcy małej flamandzkiej miejscowości wycinali z ziemniaków małe kawałki przypominające rybki, ponieważ lód na rzece uniemożliwiał im regularny połów. Nie wiadomo dokładnie kto konkretnie wynalazł frytki, ale już XIX w. pojawiają sie dokumenty opisujące belgijską specjalność. Idąc ulicami co krok napotykamy się na friteries albo fritures - sklepiki, w których można kupić rożek grubych, złocistych frytek.Co ciekawe można sobie z lady wybrać też dużo rzeczy do usmażenia: szaszłyki, panierowane mięso, kiełbaski. Jak dla mnie nie wyglądało to zachęcająco, ale lokalni bywalcy rzadko kiedy zadowalali się jedynie frytkami.Do porcji podawane są liczne sosy, wszystkie na bazie majonezu. Wiele interesujących informacji oraz zdjęcia znajdziecie na stonie właściciela marki Friitz. http://www.belgianfries.com
Piwo
Najbardziej chyba podoba mi się to, że piwo tu pija się z dużych, obłych kielichów. Marki, które wybraliśmy zawierały sporo alkoholu 8-9% i miały przyjemny pszeniczny smak. Tradycja piwowarstwa w Belgii historycznie wiąże się z browarami przyklasztornymi. Obecnie w całym krauj jest ok 178 browarów. Piwo jest bardzo smaczne, a wybrór oszałamiający. Zainteresowanych odsyłam do ciekawego artykułu http://www.foody.pl/strony/1/i/660.php
Czekoladki

Belgijskie praliny są znane na całym świecie. Roczna produkcja czekolady to aż 172 000 ton! Praliny są produkowane zarówno ręcznie jak i przez dużych producentów.
Sama ostatnio dużo zajmuję się tematem czekolady i pralin. Próbuje ciągle nowych smaków i jedno mogę powiedzieć na pewno: do tej pory praliny firmy Leonidas pobiły wszystko łącznie z moją własną produkcją i ręcznie robionymi pralinami z małego belgijskiego sklepu.
To nie tylko kwestia czekolady, która jest pyszna. Ale przede wszystkim chodzi o stukturę nadzienia: aksamitne, rozpływające się w ustach, albo lekkie, puszyste i piankowe. Kiedy byłam mała mój Tata przywiózł malutkie opakowanie tych pyszności do Polski. Do dziś pamiętam jak razem z Mamą rozoszowałyśmy się tymi małymi cudeńkami.
Kiedy kupowałam Leonidasy w poprzedni weekend, sądziłam, że to tylko dzięcięca fascynacja i że teraz nie zrobią na mnie takiego wrażenia.
No cóż nie mogłam się pomylić bardziej. Nadal jest to mój numer 1!
PS. NA zdjeciu obok pudełka widzicie kolejną specjalność, niestety nie wiem jak się nazywa, ale jest to bagietka z pastą miesną, coś jak metka ogórkiem i cebulką. Mięso jest doprawione papryką i pastą pomidorową, smakuje świetnie!
Opócz wrażeń kulinarnych mogę Wam zdradzić że Leuven jest przepiękne. Stary ratusz, kościoły, kamieniczki. Miasto ma w sobie niesamowity urok. A za 2 tygodnie wybieram się do Muzeum Czekolady w Kolonii :)
poniedziałek, 19 grudnia 2011
Cake pops - pomysł na świąteczny prezent
Wszyscy dookoła trąbią o kryzysie. Jest źle i ma być jeszcze gorzej. Niezależnie od sytuacji ekonomicznej, szczerze wierzę, że prezenty zrobione własnoręcznie najbardziej cieszą. To miłe i osobiste. Lepsze, niż zgarnięcie z półki pierwszej lepszej książki lub kupowanie skarpet. W tym roku razem z moją przyjaciółką postanowiłyśmy zmierzyć się z tematem cake pops.
Te małe kuleczki z ciasta nadziane na patyk są pocieszne i można je produkować w nieskończonych wariantach smaków i kształtów. Matką tych ciastko-lizaczów jest Bakarella - zachęcam do wizty na jej stronie http://www.bakerella.com/
My skorzystałyśmy z pomysłu z bloga Moje Wypieki
http://mojewypieki.blox.pl/2011/11/Mikolajkowe-Cake-Pops-Reniferki.html
Samo ciasto w środku pozostanie jednak naszą słodką tajemnicą ;)
Wesołych Świąt kochani! Życzę Wam żebyście w tym Roku pod Choinką odnaleźli nie tylko wymarzone prezenty, ale też nadzieję i siłę. Będzie lepiej. Musi być!
niedziela, 20 listopada 2011
Look like cookie :)
Hej,
Wczoraj odwiedziłam burleskowe show Betty Q & Crew. Dziewczyny zaprezentowały rewelacyjne widowisko nawiązując do kulinariów : Pin Up Candy, jako upajający się nektarem motyl, Sailor Kitty jako Kalinka która pije "brudzia" z publicznością, Brown Sugar kusząco wcinała winogrona i oczywiście niesamowita Betty Q, która w numerze Coffee, Tea or Mee była niegrzeczną kelnerką. A na sobie miała przepiękny fartuszek z firmy Look like Cookie.
Ja szaleje na punkcie tego modelu
http://www.looklikecookie.com/lukrecja,50.html
Pięknie w kuchni, jak w sukience. Drogie Panie, co Wy na to?
Panowie, firma sprzedaje też modele męskie :)
Wczoraj odwiedziłam burleskowe show Betty Q & Crew. Dziewczyny zaprezentowały rewelacyjne widowisko nawiązując do kulinariów : Pin Up Candy, jako upajający się nektarem motyl, Sailor Kitty jako Kalinka która pije "brudzia" z publicznością, Brown Sugar kusząco wcinała winogrona i oczywiście niesamowita Betty Q, która w numerze Coffee, Tea or Mee była niegrzeczną kelnerką. A na sobie miała przepiękny fartuszek z firmy Look like Cookie.
Ja szaleje na punkcie tego modelu
http://www.looklikecookie.com/lukrecja,50.html
Pięknie w kuchni, jak w sukience. Drogie Panie, co Wy na to?
Panowie, firma sprzedaje też modele męskie :)
poniedziałek, 17 października 2011
From ...Vienna with love
Ostatnie promienie ciepłego słońca za oknem niezawodnie zwiastują, że nadchodzi zimny, ponury listopad. Ja jednak nadal myślami i podniebieniem błądzę wokół moich wrześniowych podróży do Wiednia i na Korfu.
Wiedeń ujął moje serce. Pięknem, elegancją i słodkościami.



Miasto jest piękne i jak każda europejska metropolia ma również targ - Naschmarkt. Ciągnie się przez 1,5 km w otoczeniu secesyjnych kamienic i można na nim kupić wszystko. Ryby, mięso, warzywa, owoce, przyprawy, lokalne wyroby takie jak olej z pestek dyni lub nalewki. Jego tradycja sięga aż do XVI w. a współcześnie klienci targu mogą posilić się w licznych restauracyjkach i budkach oferujących pyszności od sushi do wiedeńskich tradycyjnych dań.



Przebojem wiedeńskiej kuchni jest Wiener Schnitzel - kotlet z cielęciny, panierowany w jajku i bułce tartej, podawany z ćwiartką cytryny. Danie jest bardzo popularne,a najlepiej może świadczyć o tym liczba widniejąca na zdjęciu poniżej(ilość zjedzonych kotletów od stycznia). Wiedeńczycy uwieczniają statystyki, nie tylko kulinarne, jako atrakcję przejścia do metra w okolicy opery.

Wreszcie nie można opuścić Wiednia bez skosztowania słynnego tortu Sachera. Kim był Sacher i co jest wyjątkowego w jego torcie, skoro już od 1894 roku widniał jako osobne hasło w popularnym leksykonie kulinarnym "Appetit Lexicon"?
Czekoladowe ciasto wyróżnia warstwa marmolady brzoskwiniowej ukrytej pod czekoladowym płaszczem lśniącej polewy. Kreacja Franza Sachera znalazła szczególne uznanie na dworze cesarskim, a wkrótce również społeczności wiedeńskiej. Z czasem zawojowała cały świat. Już w 1888 roku cukiernicy pod okiem Sachera piekli dziennie od 200 do 400 tortów i wysyłali je na stoły arystokratów w Paryżu, Londynie i Berlinie.
Dziś torciki można kupować online, a Sacher to nie tylko torcik, ale również ekskluzywny hotel i restauracja w samym centrum Wiednia http://www.sacher.com/
Kto jednak chce oszczędzić 29 EUR może odpalić piekarnik i wypróbować przepis *
Ciasto:
130 g masła o temp. pokojowej
110 g cukru pudru
cukier waniliowy
6 żółtek
6 białek
130 g czekolady
110 g cukru
130 g mąki
Marmolada brzoskwiniowa
Polewa:
200g cukru
1/8 l Wody
150 g Czekolady
Masło ubić na puch z cukrem pudrem i wanilią. Stopniowo dokładać po jednym żółtku. Czekoladę rozpuścić w kąpieli wodnej, przestudzić i dodać powoli do masy cały czas mieszając.
Ubić białka z cukrem. Pamiętaj, że miska musi być sucha i wolna od tłuszczu, a piana naprawdę sztywna i lśniąca. Ostrożnie wymieszaj białka z przygotowaną wcześniej masą. Na końcu delikatnie i stopniowo dodaj mąkę.
Formę do pieczenia o średnicy 22-24 cm wyłóż na spodzie pergaminem i przełóż do niej ciasto. Pieczemy w temperaturze 170 stopni, przy czym piekarnik powinien być podgrzany i pierwsze 12-15 minut pieczemy z drzwiczkami uchylonymi na szerokość palca. Ma to służyć pulchności ciasta. Po zamknięciu pieczemy jeszcze godzinę.
Upieczone ciasto odkładamy do wystygnięcia. Wyrównujemy niedoskonałości i smarujmy po wierzchu równo marmoladą.
Przygotowujemy polewę: gotujemy wodę z cukrem przez ok 6 minut, następnie odstawiamy do przestygnięcia. W międzyczasie rozpuszczamy czekoladę. Dodajemy do niej syrop i mieszamy. Konsystencja ma być dość gęsta, tak aby na łyżce wyjętej z naczynia zostawała ok 4 milimetrowa warstwa. Jeśli miałaby być za gęsta, można wypłukać naczynie, w którym robiliśmy syrop odrobiną wody i próbować rozcieńczać glazurę. Polewa musi być letnia inaczej nie osiągniemy efektu połysku na cieście. Po przestygnięciu oblewamy ciasto polewą i czekamy aż zastygnie(ok godziny).
Jeśli macie apetyt również na sztukę polecam:
Kunsthistorisches Museum http://www.khm.at/ niesamowite zbiory zebrane przez dysnastię Habsburgów
Albertina http://www.albertina.at/ zbiory sztuki współczesnej i nie tylko
Oraz cały kompleks Museumsquatier http://www.mqw.at/ gdzie sztuka współczesna, młodzi designerzy, restauracje i imprezy znajdują wspólną przestrzeń ku chwale odbiorcy.
Szczególnie polecam wzmocnienie swych sił w jednej z licznych restauracji- MQ Daily. Świetne, korzystne cenowo jedzenie z bio produktów
http://www.mqdaily.at/
Na koniec akcent polski. W wąskich uliczkach wiedeńskiej starówki kryją się kanapki Trześniewski. Jak głosi hasło reklamowe są "Niewypowiedzianie smaczne". Biznes z polskimi korzeniami od 1902 roku proponuje wiedeńczykom szybką przekąskę- kanapeczki z różniastymi pastami. A do tego piwko, winko i wszystko na stojąco. Przypomina zupełnie warszawskie Przekąski Zakąski - tylko poziom promili wśród gości zdecydowanie niższy.

* Przepis, jak i historię tortu zaczerpnęłam z książki "Das Grosse Sacher Kochbuch",Franz Maier- Bruck, 1975, wyd. Schuler
Wiedeń ujął moje serce. Pięknem, elegancją i słodkościami.
Miasto jest piękne i jak każda europejska metropolia ma również targ - Naschmarkt. Ciągnie się przez 1,5 km w otoczeniu secesyjnych kamienic i można na nim kupić wszystko. Ryby, mięso, warzywa, owoce, przyprawy, lokalne wyroby takie jak olej z pestek dyni lub nalewki. Jego tradycja sięga aż do XVI w. a współcześnie klienci targu mogą posilić się w licznych restauracyjkach i budkach oferujących pyszności od sushi do wiedeńskich tradycyjnych dań.
Przebojem wiedeńskiej kuchni jest Wiener Schnitzel - kotlet z cielęciny, panierowany w jajku i bułce tartej, podawany z ćwiartką cytryny. Danie jest bardzo popularne,a najlepiej może świadczyć o tym liczba widniejąca na zdjęciu poniżej(ilość zjedzonych kotletów od stycznia). Wiedeńczycy uwieczniają statystyki, nie tylko kulinarne, jako atrakcję przejścia do metra w okolicy opery.
Wreszcie nie można opuścić Wiednia bez skosztowania słynnego tortu Sachera. Kim był Sacher i co jest wyjątkowego w jego torcie, skoro już od 1894 roku widniał jako osobne hasło w popularnym leksykonie kulinarnym "Appetit Lexicon"?
Czekoladowe ciasto wyróżnia warstwa marmolady brzoskwiniowej ukrytej pod czekoladowym płaszczem lśniącej polewy. Kreacja Franza Sachera znalazła szczególne uznanie na dworze cesarskim, a wkrótce również społeczności wiedeńskiej. Z czasem zawojowała cały świat. Już w 1888 roku cukiernicy pod okiem Sachera piekli dziennie od 200 do 400 tortów i wysyłali je na stoły arystokratów w Paryżu, Londynie i Berlinie.
Dziś torciki można kupować online, a Sacher to nie tylko torcik, ale również ekskluzywny hotel i restauracja w samym centrum Wiednia http://www.sacher.com/
Kto jednak chce oszczędzić 29 EUR może odpalić piekarnik i wypróbować przepis *
Ciasto:
130 g masła o temp. pokojowej
110 g cukru pudru
cukier waniliowy
6 żółtek
6 białek
130 g czekolady
110 g cukru
130 g mąki
Marmolada brzoskwiniowa
Polewa:
200g cukru
1/8 l Wody
150 g Czekolady
Masło ubić na puch z cukrem pudrem i wanilią. Stopniowo dokładać po jednym żółtku. Czekoladę rozpuścić w kąpieli wodnej, przestudzić i dodać powoli do masy cały czas mieszając.
Ubić białka z cukrem. Pamiętaj, że miska musi być sucha i wolna od tłuszczu, a piana naprawdę sztywna i lśniąca. Ostrożnie wymieszaj białka z przygotowaną wcześniej masą. Na końcu delikatnie i stopniowo dodaj mąkę.
Formę do pieczenia o średnicy 22-24 cm wyłóż na spodzie pergaminem i przełóż do niej ciasto. Pieczemy w temperaturze 170 stopni, przy czym piekarnik powinien być podgrzany i pierwsze 12-15 minut pieczemy z drzwiczkami uchylonymi na szerokość palca. Ma to służyć pulchności ciasta. Po zamknięciu pieczemy jeszcze godzinę.
Upieczone ciasto odkładamy do wystygnięcia. Wyrównujemy niedoskonałości i smarujmy po wierzchu równo marmoladą.
Przygotowujemy polewę: gotujemy wodę z cukrem przez ok 6 minut, następnie odstawiamy do przestygnięcia. W międzyczasie rozpuszczamy czekoladę. Dodajemy do niej syrop i mieszamy. Konsystencja ma być dość gęsta, tak aby na łyżce wyjętej z naczynia zostawała ok 4 milimetrowa warstwa. Jeśli miałaby być za gęsta, można wypłukać naczynie, w którym robiliśmy syrop odrobiną wody i próbować rozcieńczać glazurę. Polewa musi być letnia inaczej nie osiągniemy efektu połysku na cieście. Po przestygnięciu oblewamy ciasto polewą i czekamy aż zastygnie(ok godziny).
Jeśli macie apetyt również na sztukę polecam:
Kunsthistorisches Museum http://www.khm.at/ niesamowite zbiory zebrane przez dysnastię Habsburgów
Albertina http://www.albertina.at/ zbiory sztuki współczesnej i nie tylko
Oraz cały kompleks Museumsquatier http://www.mqw.at/ gdzie sztuka współczesna, młodzi designerzy, restauracje i imprezy znajdują wspólną przestrzeń ku chwale odbiorcy.
Szczególnie polecam wzmocnienie swych sił w jednej z licznych restauracji- MQ Daily. Świetne, korzystne cenowo jedzenie z bio produktów
http://www.mqdaily.at/
Na koniec akcent polski. W wąskich uliczkach wiedeńskiej starówki kryją się kanapki Trześniewski. Jak głosi hasło reklamowe są "Niewypowiedzianie smaczne". Biznes z polskimi korzeniami od 1902 roku proponuje wiedeńczykom szybką przekąskę- kanapeczki z różniastymi pastami. A do tego piwko, winko i wszystko na stojąco. Przypomina zupełnie warszawskie Przekąski Zakąski - tylko poziom promili wśród gości zdecydowanie niższy.
* Przepis, jak i historię tortu zaczerpnęłam z książki "Das Grosse Sacher Kochbuch",Franz Maier- Bruck, 1975, wyd. Schuler
czwartek, 14 lipca 2011
Gorąco? Chłodno! Chłodnik!
Podano w kolei wódkę, zaczem wszyscy siedli i chołodziec litewski milczkiem żwawo jedli. (Księga III, wers 706-707).
Pan Tadeusz
Adam Mickiewicz
Chłodnik, chłodziec, "cooler", wspaniała zupa na lato, zasłużyła sobie nawet na miejsce w sercu Adama Mickiewicza, skoro "podał" ją na soplicowskim stole.
Chłodnik litewski
Baza: botwinka, woda, cukier, sól, cytryna
Młode buraczki, czyli botwinkę myję i drobno siekam. Zagotowuję wodę i zalewam nią różowo-zieloną sieczkę. Dodaję cukier(łyżeczka), sól(pół) i gotuję ok 5 min aż łodyżki zmiękną. Na końcu dodaje sok z połowy cytryny, aby nie straciły koloru. Dobrze to zrobić wieczorem poprzedniego dnia, dać spokojnie wystygnąć i wstawić na noc do lodówki. Dodaje maślankę lub kefir. Doprawiam solą i pieprzem
Dodatki(trzymam do ostatniej chwili w lodówce): rzodkiewki,ogórek, koper, cebula dymka +szczypior - siekam, rozdrabniam układam na desce aby każdy mógł posypywać wg uznania
Jajko- najpyszniejsze od kury zielononóżki , ugotowane na twardo.
PS. Czy ktoś wie, dlaczego jest zwany litewskim?
wtorek, 26 kwietnia 2011
Coq au vin
Pamiętacie jak rozpływałam się nad zaletami wołowiny po burgundzku? Jest doskonała, ale... nie w każdy weekend pracująca dziewczyna lub chłopak mają czas na 4h w kuchni. I już myślałam, że pyszny, aromatyczny gulasz będzie gościł w moim domu raz do roku, gdy nagle zobaczyłam przepis na Coq au vin. Czyli kurczaka w winie. Uprościłam ten przepis barbarzyńsko i nawet nie chce zaglądać co o tej potrawie pisze Julia Child. Jednak było pysznie i szybko :)
oliwa z oliwek
2 średnie cebule
4 marchewki
pierś z kurczaka pokrojona w spore kawałki 1x2 cm
suszone grzyby- 4-5 sztuk namoczone ok godziny wcześniej w wodzie i pokrojone w paseczki
szklanka czerwonego wina
2 szkanki bulionu -lub w desperacji-kostka
sól, pieprz
Bukiet ziół: rozmaryn, tymianek, oregano, liść laurowy, 2 ziarenka ziela angielskiego
natka pietruszki
łyżka masła
W oryginale występował boczek- ja nie posiadałam w domu
Na oliwie, lub gdy mamy boczek na wytopionym boczku, smażymy cebulkę i marchew (patrz proces przy wołowinie po burgundzku). Wyjmujemy warzywa. Wrzucamy kurczę, smażymy na złoto. Wrzucamy warzywa ponownie, dodajemy grzyby i zioła. Zalewamy winem i czekamy aż wyparuje alkohol. Po ok 5 minutach dodajemy bulion i dusimy ok 30 min. Ostatnie 10 min zdejmujemy pokrywę i pozwalamy zredukować się wszystkim sokom do postaci gęstego sosu.
Dorzucamy masło, które rozpuszcza się , uszlachetniając nasze dzieło. Przekładamy na talerz, oprószamy natką. Można zajadać z ziemniakami lub bagietką. Godny i szybki gulasz winny gotowy. Bon appetit!
wtorek, 15 lutego 2011
Bzik kulinarny-takie szaleńswo lubie
Kochani, szybki post: polecam i ubóstwiam restauracje Bzik kulinarny! Byłam wczoraj na bardzo sympatycznej kolacji :) Dania są w istocie zbzikowane, ale szaleńczo dobre, a ceny przyjazne. Jeśli tylko macie okazje: marszem do Bzika. Rzadko w Polsce zdarza się, że smak, cena, atmosfera miejsca współgrają ze sobą :)
http://www.bzikkulinarny.com/
http://www.bzikkulinarny.com/
sobota, 8 stycznia 2011
Creme Fraiche

Witajcie w Nowym Roku. Zamieszam dziś post o South Parku. Serial ten prześmiewa wszystkie współczesne świętości, zatem było tylko kwestią czasu, aż dostało się programom kulinarnym. W polecanym przeze mnie odcinku Randy Marsh oddaje się pornografii...jedzeniowej! Pisałam już o food porn, czyli o sugestywnych obrazach pięknych pysznych rzeczy. Zresztą każdy, kto choć raz widział Nigelle Lawson oblizującą swoje paluszki z bitej śmietany wie co mam na myśli. Kiedy ja to pierwszy raz zobaczyłam,pomyślałam sobie: o cholera! ale ta babka jest seksowna!
Zatem jeżeli jeszcze tak jak ja nie możecie myśleć o nowych przepisach po świąteczno-noworocznym wypasie, polecam dla rozrywki! Must see!
Pełen odcinek znajdziecie na stronie South Park pod linkiem
http://www.southparkstudios.com/full-episodes/s14e14-creme-fraiche
Szczególnie warta uwagi jest 5 minuta i scena telefonu na hotline Food Network ;) Drogie Panie , uprzedzam jednak, że możecie się poczuć nieswojo z wątkiem fitness w tym odcinku. Taki urok serialu ;)
I na sam koniec: wiem , że to lubicie , odwiedźcie stronę Food Porn Daily. Fuck yeah!
http://foodporndaily.com
czwartek, 23 grudnia 2010
Wesołych Świąt !!!
niedziela, 7 listopada 2010
Boeuf bourguignon wg Julii Child
Zgodnie z obietnicą podaje przepis na przecudowną wołowinę po burgundzku. Przepis znajduję się w słynnej książce "Mastering the art of french cooking", którą Julia pisała prawie 11 lat wraz z Simone Beck. Każdy przepis opatrzony jest komentarzem. W przypadku tej potrawy czytamy, że jeżeli tylko cierpliwie i dokładnie podążymy za instukcją, to otrzymamy jedno z najpyszniejszych dań z wołowiny w historii ludzkości. Mogę tylko przytaknąć. Samo wspomnienie tego dania wywołuje u mnie rozmarzenie połączone z tęsknotą. To nie jest zwykły gulasz. To jest arcydzieło!
Danie można przygotować wcześniej, lub po prostu zrobić je w weekend, kiedy leniwe gotowanie jest główną rozrywką dnia.
170 g boczku
1,40 kg chudego mięsa wołowego
2 duże cebule
2 marchewki
łyżeczka soli
1/2 łyżeczki pieprzu
2 łyżki mąki
0,7 l czerwonego wina
0,5 l bulionu wołowego (można zastąpić bulionem z kostki)
1 łyżka koncentratu pomidorowego
2 ząbki czonsku -rozgniecione
1/2 łyżeczki tymianku
liść laurowy
trochę oleju
Dodatkowo: Julia sugeruje podawać wołowinę z dodatkowo przygotowaną osobno cebulą zeszkloną na maśle i grzybami, również duszonymi z masłem. Ja jako zastępstwo ugotowałam suszone prawdziwki, następnie pokroiłam je w paseczki i udusiłam na maśle z cebulą. Było pyszne, lecz nie wydaję się być absolutnie konieczne.
Przygotowanie mięsa: mieso należy umyć, oczyścić z błonek, tłuszczu i pokroić na kawałki 2x3 cm. Każdy kawałek osuszamy osobno w ręczniku papierowym i odkładamy na bok. Jeżeli wydaje się wam, że można to ominąć,albo szybko zrobić to przed smażeniem..coż...warto. Mokre mieso nie brązowieje, a zajmuje to chwilę, więc lepiej o tego zacząć.
Naczynie: idealna do tego jest brytfanna, w której można smażyć, a następnie wsadzić ją w całości do piekarnika. Jeżeli nie posiadacie czegoś takiego potrzebna Wam będzie duża patelnia i naczynie żaroodporne z pokrywą.
Włączam piekarnik, musi się nagrzać do 200 stopni.
Boczek kroję w kostkę i na bardzo małym ogniu wytapiam tłuszcz. W międzyczasie kroję ceblulę i marchew w cienkie plasterki. Gdy boczek jest brązowy, wyjmuję go z patelni/brytfanny i odkładam na bok. Do tłuszczu z boczku dolewam ok. łyżki oleju, podnoszę temperaturę. Teraz kawałek po kawałku smaże wołowinę na złoty kolor. Ważne, aby nie wrzucać wszystkich kawałków na raz. Wtedy się nie usmażą jak należy. Kiedy już usmażymy wszsytkie kawałki..ufff...na tym samym tłuszczu smażymy warzywa do momentu aż cebulka się zrumieni.
Po tym odlewamy tłuszcz. Jeżeli robimy to w brytfannie, dodajemy mieso i boczek oprószamy mąką, solimy i pieprzymy. Wstawiamy do piekanika na 2x4 minuty. Po pierwszych 4 min potrawę należy przemieszać. Chodzi o to, aby mąka straciłą surowy smak i się trochę podpiekła. Ja w wersji z patelnią obsypałam mąką i przesmażyłam chwilę dopiero potem dodając warzywa.
Następny krok to wino i bulion. Dolewamy płyny tak, aby przykrywały mięso. Dodajemy zioła, czosnek,koncentrat. Doprowadzamy do wrzenia ....I siup do piekarnika. Znów w wersji z patelnią, robimy to wszystko w patelni i na koniec przelewamy całość do naczynia żaroodpornego.

Przykrywamy naczynie, wstawiamy budzik w kuchence na 2,5 godziny i...czekamy.
Lepiej nie zasnąć jak bohaterka filmu Julie i Julia, bo nasze cudo może się spalić.
Oczekiwanie można umilić sobie zjedzeniem przystawki, miłą lekturą lub konwersacją ;)
Po 2,5h należy sprawdzić czy mięso jest miękkie. Jeśli nie, należy jeszcze poczekać, może to potrwać do 3h. Po upieczeniu sprawdzamy czy nie należy dosolić/pieprzyć.

Jako dodatki sprawdzają się ziemniaki, makaron i słodki groszek. Ale my jedliśmy to pyszne danie z bagietką i ma to swoją zaletę: można nią wymuskać sos. Naturalnie skoro już mamy wino w potrawie, dobrze jest aby towarzyszyło konsumpcji również na stole. Każde porządne czerwone wino dobrze się tu sprawdzi, ale należy wybrać coś raczej klasycznego o stonowanym bukiecie, który nie przytłoczy doskonałego, klasyczengo smaku tej potrawy.
Mogę tylko powiedzieć jedno: Bon appetit!
Danie można przygotować wcześniej, lub po prostu zrobić je w weekend, kiedy leniwe gotowanie jest główną rozrywką dnia.
170 g boczku
1,40 kg chudego mięsa wołowego
2 duże cebule
2 marchewki
łyżeczka soli
1/2 łyżeczki pieprzu
2 łyżki mąki
0,7 l czerwonego wina
0,5 l bulionu wołowego (można zastąpić bulionem z kostki)
1 łyżka koncentratu pomidorowego
2 ząbki czonsku -rozgniecione
1/2 łyżeczki tymianku
liść laurowy
trochę oleju
Dodatkowo: Julia sugeruje podawać wołowinę z dodatkowo przygotowaną osobno cebulą zeszkloną na maśle i grzybami, również duszonymi z masłem. Ja jako zastępstwo ugotowałam suszone prawdziwki, następnie pokroiłam je w paseczki i udusiłam na maśle z cebulą. Było pyszne, lecz nie wydaję się być absolutnie konieczne.
Przygotowanie mięsa: mieso należy umyć, oczyścić z błonek, tłuszczu i pokroić na kawałki 2x3 cm. Każdy kawałek osuszamy osobno w ręczniku papierowym i odkładamy na bok. Jeżeli wydaje się wam, że można to ominąć,albo szybko zrobić to przed smażeniem..coż...warto. Mokre mieso nie brązowieje, a zajmuje to chwilę, więc lepiej o tego zacząć.
Naczynie: idealna do tego jest brytfanna, w której można smażyć, a następnie wsadzić ją w całości do piekarnika. Jeżeli nie posiadacie czegoś takiego potrzebna Wam będzie duża patelnia i naczynie żaroodporne z pokrywą.
Włączam piekarnik, musi się nagrzać do 200 stopni.
Następny krok to wino i bulion. Dolewamy płyny tak, aby przykrywały mięso. Dodajemy zioła, czosnek,koncentrat. Doprowadzamy do wrzenia ....I siup do piekarnika. Znów w wersji z patelnią, robimy to wszystko w patelni i na koniec przelewamy całość do naczynia żaroodpornego.
Przykrywamy naczynie, wstawiamy budzik w kuchence na 2,5 godziny i...czekamy.
Lepiej nie zasnąć jak bohaterka filmu Julie i Julia, bo nasze cudo może się spalić.
Oczekiwanie można umilić sobie zjedzeniem przystawki, miłą lekturą lub konwersacją ;)
Po 2,5h należy sprawdzić czy mięso jest miękkie. Jeśli nie, należy jeszcze poczekać, może to potrwać do 3h. Po upieczeniu sprawdzamy czy nie należy dosolić/pieprzyć.
Jako dodatki sprawdzają się ziemniaki, makaron i słodki groszek. Ale my jedliśmy to pyszne danie z bagietką i ma to swoją zaletę: można nią wymuskać sos. Naturalnie skoro już mamy wino w potrawie, dobrze jest aby towarzyszyło konsumpcji również na stole. Każde porządne czerwone wino dobrze się tu sprawdzi, ale należy wybrać coś raczej klasycznego o stonowanym bukiecie, który nie przytłoczy doskonałego, klasyczengo smaku tej potrawy.
Mogę tylko powiedzieć jedno: Bon appetit!
poniedziałek, 1 listopada 2010
Muffiny dyniowe
Być może uznacie ten post za tendencyjny. Dynia o tej porze wydaje się być oczywista. I jest. Lecz oprócz tego jest pożywna, zdrowa i uniwersalna. Można z niej robić nieskończone wersje zup, ciast a nawet muffiny. Mistrzami wyrobów dyniowych są amerykanie. A któż zaprezentuje przepis na babeczki niż Martha Stewart? Mój ukochany drwi sobie ze mnie, gdy oglądam ten show. Jednak jakkolwiek banalne i infantylne wydawały by się rady uśmiechniętych amerykańskich house wifes -przepisy i porady mają sens.I są niezawodne. Weźmy te babeczki na przykład: wyszły naj. Najbardziej puszyste, doskonałe, smaczne. Zamieszczam tłumaczenie wraz z konwersją miar amerykańskich.
Muffiny dyniowe (oryginał znajdziecie na stronie http://www.marthastewart.com)
250 g mąki(ja dosypywałam jeszcze ok 50 g, wydawało mi się, że ciasto jest za mokre)
po łyżeczce: sody, proszku do pieczenia, soli morskiej, cynamonu, imbiru
1/4 łyżeczki gałki muszkatołowej
(ziele angielskie -nie dodawałam)
200 g jasnego cukru trzcinowego
200 g białego cukru
250 g masła -stopionego i przestudzonego
4 duże jaja
4 czubate łyżki stołowe pure z dyni*
Jak zwykle w przypadku muffinów zaczynam od połączenia suchych składników. Możesz użyć dowolnych przypraw korzennych. W międzyczasie na małym ogniu roztapiam masło i odstawiam, aby przestygło. Tak jak lubisz. W osobnym naczyniu rozbijam jajka, dosypuję cukry i miksuje. Dopóki masa nie zrobi się puszysta i jasna. Dolewam masło. Teraz, ostrożnie i delikatnie, na małych obrotach, dodaje suche składniki. Na końcu dorzucam dynie, mieszam. Masę rozkładam do muffinowych foremek i piekę 15-20 min, do momentu aż patyczek wbity w wyrośniętą babeczkę nie będzie suchy. Można je dekorować kremowym serkiem lub bitą śmietaną. Ale ja zjadłam je same. Uważam, że są doskonałe na zły humor i jesienną chandrę. Złoty promyk lata, zaklęty w puszystym ciasteczku.O tak!
*pure z dyni- dynie pozbawiam nasion, kroje na kawałki, smaruje lekko oliwą i piekę w pierkarniku ok godziny. Usuwam skórę i miksuje blenderem na głądką masę. Odcedzam na sitku. Takie pure można wykorzystać do zupy,ciasta, babeczek. Można zamrozić i z powodzeniem przechowywać miesiąc w zamrażarce. Jest to bardzo wygodny sposób na zagospodarowanie sporej dyni, dodatkowo mamy pod ręką półprodukt, z którego szybko można przygotować pyszne dania :)
Subskrybuj:
Posty (Atom)






