Tym razem nie o tym co można ugotować. Tym razem o tym co można kupić. I dlaczego nie może być tak w całej Warszawie.
Warszawskie CSW przez całe lato prowadziło fantastyczną inicjatywę Zielony Jazdów. Cykl imprez, warsztaty i co najważniejsze mini targ na świeżym powietrzu.
http://www.facebook.com/ZielonyJazdow/info
A tam... pyszne pomidory, niespotykane zioła (np. kwiaty czosnku). Dwa gospodarstwa, o których ostatnio pisał Grzegorz Łapanowski w swoim artykule, który polecam:
http://grzegorzlapanowski.natemat.pl
Zaintrygowana tematem, wybrałam się na Zielony Jazdów i się zakochałam. W genialnych produktach i w tym, że można ładnie prezentować i ciekawie opowiadać o swoich produktach. O tym, że dobre warzywa nie muszą kosztować fortuny.
www.majlert.pl
http://panziolko.pl
Serce rośnie. A potem zaraz staje w gardle. Bo tak sobie myśle: dobra super, pojechałam przez pół miasta i 2 tygodnie z rzędu cieszę sie doskonałymi produktami. Ale...co będzie za 3 tygodnie? Dlaczego nie ma niczego takiego na Kabatach? Oferta lokalnych bazarków nie jest ani smaczna, ani tania. W lokalnym sklepie sprzedają mi zgniłe jaja. Czuje się warzywnie opuszczona, czy ktoś wypełni dziurę w mym spragnionym dobrych produktów kulinarnym sercu?
Szczerzę życzę sobie i wszystkim mieszkańcom Warszawy, że powstanie więcej takich świetnych gospodarstw, fajnych uśmiechnietych ludzi, którzy będą chcieli nas nakarmić bez pośrednictwa bazarów, hurtowni i marketów.
niedziela, 9 września 2012
niedziela, 26 lutego 2012
Leuven miasteczko moich marzeń
No i wylądowałam w Niemczech. Z przyczyn zawodowych przez 3 miesiące jestem w Nadrenii.
Korzystając z okazji postanowiliśmy z moim ukochanym wybrać się do Belgii. Po co tam jechać? Wbrew pozorom nie po to aby oglądać Parlament Europejski. Belgia ma trzy doskonałe produkty dla których warto pojechać na wycieczkę:
Frytki
Wprawdzie amerykanie nazywaja frytki "French fries" ale to właśnie belgowie uważają je za swoje dobro narodowe. Ponoć już w manuskyptach z 1781 roku pojawia się informacja o tym że mieszkańcy małej flamandzkiej miejscowości wycinali z ziemniaków małe kawałki przypominające rybki, ponieważ lód na rzece uniemożliwiał im regularny połów. Nie wiadomo dokładnie kto konkretnie wynalazł frytki, ale już XIX w. pojawiają sie dokumenty opisujące belgijską specjalność.
Idąc ulicami co krok napotykamy się na friteries albo fritures - sklepiki, w których można kupić rożek grubych, złocistych frytek.Co ciekawe można sobie z lady wybrać też dużo rzeczy do usmażenia: szaszłyki, panierowane mięso, kiełbaski. Jak dla mnie nie wyglądało to zachęcająco, ale lokalni bywalcy rzadko kiedy zadowalali się jedynie frytkami.Do porcji podawane są liczne sosy, wszystkie na bazie majonezu. Wiele interesujących informacji oraz zdjęcia znajdziecie na stonie właściciela marki Friitz. http://www.belgianfries.com
Piwo
Najbardziej chyba podoba mi się to, że piwo tu pija się z dużych, obłych kielichów. Marki, które wybraliśmy zawierały sporo alkoholu 8-9% i miały przyjemny pszeniczny smak. Tradycja piwowarstwa w Belgii historycznie wiąże się z browarami przyklasztornymi. Obecnie w całym krauj jest ok 178 browarów. Piwo jest bardzo smaczne, a wybrór oszałamiający. Zainteresowanych odsyłam do ciekawego artykułu http://www.foody.pl/strony/1/i/660.php
Czekoladki

Belgijskie praliny są znane na całym świecie. Roczna produkcja czekolady to aż 172 000 ton! Praliny są produkowane zarówno ręcznie jak i przez dużych producentów.
Sama ostatnio dużo zajmuję się tematem czekolady i pralin. Próbuje ciągle nowych smaków i jedno mogę powiedzieć na pewno: do tej pory praliny firmy Leonidas pobiły wszystko łącznie z moją własną produkcją i ręcznie robionymi pralinami z małego belgijskiego sklepu.
To nie tylko kwestia czekolady, która jest pyszna. Ale przede wszystkim chodzi o stukturę nadzienia: aksamitne, rozpływające się w ustach, albo lekkie, puszyste i piankowe. Kiedy byłam mała mój Tata przywiózł malutkie opakowanie tych pyszności do Polski. Do dziś pamiętam jak razem z Mamą rozoszowałyśmy się tymi małymi cudeńkami.
Kiedy kupowałam Leonidasy w poprzedni weekend, sądziłam, że to tylko dzięcięca fascynacja i że teraz nie zrobią na mnie takiego wrażenia.
No cóż nie mogłam się pomylić bardziej. Nadal jest to mój numer 1!
PS. NA zdjeciu obok pudełka widzicie kolejną specjalność, niestety nie wiem jak się nazywa, ale jest to bagietka z pastą miesną, coś jak metka ogórkiem i cebulką. Mięso jest doprawione papryką i pastą pomidorową, smakuje świetnie!
Opócz wrażeń kulinarnych mogę Wam zdradzić że Leuven jest przepiękne. Stary ratusz, kościoły, kamieniczki. Miasto ma w sobie niesamowity urok. A za 2 tygodnie wybieram się do Muzeum Czekolady w Kolonii :)
Korzystając z okazji postanowiliśmy z moim ukochanym wybrać się do Belgii. Po co tam jechać? Wbrew pozorom nie po to aby oglądać Parlament Europejski. Belgia ma trzy doskonałe produkty dla których warto pojechać na wycieczkę:
Frytki
Wprawdzie amerykanie nazywaja frytki "French fries" ale to właśnie belgowie uważają je za swoje dobro narodowe. Ponoć już w manuskyptach z 1781 roku pojawia się informacja o tym że mieszkańcy małej flamandzkiej miejscowości wycinali z ziemniaków małe kawałki przypominające rybki, ponieważ lód na rzece uniemożliwiał im regularny połów. Nie wiadomo dokładnie kto konkretnie wynalazł frytki, ale już XIX w. pojawiają sie dokumenty opisujące belgijską specjalność. Idąc ulicami co krok napotykamy się na friteries albo fritures - sklepiki, w których można kupić rożek grubych, złocistych frytek.Co ciekawe można sobie z lady wybrać też dużo rzeczy do usmażenia: szaszłyki, panierowane mięso, kiełbaski. Jak dla mnie nie wyglądało to zachęcająco, ale lokalni bywalcy rzadko kiedy zadowalali się jedynie frytkami.Do porcji podawane są liczne sosy, wszystkie na bazie majonezu. Wiele interesujących informacji oraz zdjęcia znajdziecie na stonie właściciela marki Friitz. http://www.belgianfries.com
Piwo
Najbardziej chyba podoba mi się to, że piwo tu pija się z dużych, obłych kielichów. Marki, które wybraliśmy zawierały sporo alkoholu 8-9% i miały przyjemny pszeniczny smak. Tradycja piwowarstwa w Belgii historycznie wiąże się z browarami przyklasztornymi. Obecnie w całym krauj jest ok 178 browarów. Piwo jest bardzo smaczne, a wybrór oszałamiający. Zainteresowanych odsyłam do ciekawego artykułu http://www.foody.pl/strony/1/i/660.php
Czekoladki

Belgijskie praliny są znane na całym świecie. Roczna produkcja czekolady to aż 172 000 ton! Praliny są produkowane zarówno ręcznie jak i przez dużych producentów.
Sama ostatnio dużo zajmuję się tematem czekolady i pralin. Próbuje ciągle nowych smaków i jedno mogę powiedzieć na pewno: do tej pory praliny firmy Leonidas pobiły wszystko łącznie z moją własną produkcją i ręcznie robionymi pralinami z małego belgijskiego sklepu.
To nie tylko kwestia czekolady, która jest pyszna. Ale przede wszystkim chodzi o stukturę nadzienia: aksamitne, rozpływające się w ustach, albo lekkie, puszyste i piankowe. Kiedy byłam mała mój Tata przywiózł malutkie opakowanie tych pyszności do Polski. Do dziś pamiętam jak razem z Mamą rozoszowałyśmy się tymi małymi cudeńkami.
Kiedy kupowałam Leonidasy w poprzedni weekend, sądziłam, że to tylko dzięcięca fascynacja i że teraz nie zrobią na mnie takiego wrażenia.
No cóż nie mogłam się pomylić bardziej. Nadal jest to mój numer 1!
PS. NA zdjeciu obok pudełka widzicie kolejną specjalność, niestety nie wiem jak się nazywa, ale jest to bagietka z pastą miesną, coś jak metka ogórkiem i cebulką. Mięso jest doprawione papryką i pastą pomidorową, smakuje świetnie!
Opócz wrażeń kulinarnych mogę Wam zdradzić że Leuven jest przepiękne. Stary ratusz, kościoły, kamieniczki. Miasto ma w sobie niesamowity urok. A za 2 tygodnie wybieram się do Muzeum Czekolady w Kolonii :)
poniedziałek, 19 grudnia 2011
Cake pops - pomysł na świąteczny prezent
Wszyscy dookoła trąbią o kryzysie. Jest źle i ma być jeszcze gorzej. Niezależnie od sytuacji ekonomicznej, szczerze wierzę, że prezenty zrobione własnoręcznie najbardziej cieszą. To miłe i osobiste. Lepsze, niż zgarnięcie z półki pierwszej lepszej książki lub kupowanie skarpet. W tym roku razem z moją przyjaciółką postanowiłyśmy zmierzyć się z tematem cake pops.
Te małe kuleczki z ciasta nadziane na patyk są pocieszne i można je produkować w nieskończonych wariantach smaków i kształtów. Matką tych ciastko-lizaczów jest Bakarella - zachęcam do wizty na jej stronie http://www.bakerella.com/
My skorzystałyśmy z pomysłu z bloga Moje Wypieki
http://mojewypieki.blox.pl/2011/11/Mikolajkowe-Cake-Pops-Reniferki.html
Samo ciasto w środku pozostanie jednak naszą słodką tajemnicą ;)
Wesołych Świąt kochani! Życzę Wam żebyście w tym Roku pod Choinką odnaleźli nie tylko wymarzone prezenty, ale też nadzieję i siłę. Będzie lepiej. Musi być!
niedziela, 20 listopada 2011
Look like cookie :)
Hej,
Wczoraj odwiedziłam burleskowe show Betty Q & Crew. Dziewczyny zaprezentowały rewelacyjne widowisko nawiązując do kulinariów : Pin Up Candy, jako upajający się nektarem motyl, Sailor Kitty jako Kalinka która pije "brudzia" z publicznością, Brown Sugar kusząco wcinała winogrona i oczywiście niesamowita Betty Q, która w numerze Coffee, Tea or Mee była niegrzeczną kelnerką. A na sobie miała przepiękny fartuszek z firmy Look like Cookie.
Ja szaleje na punkcie tego modelu
http://www.looklikecookie.com/lukrecja,50.html
Pięknie w kuchni, jak w sukience. Drogie Panie, co Wy na to?
Panowie, firma sprzedaje też modele męskie :)
Wczoraj odwiedziłam burleskowe show Betty Q & Crew. Dziewczyny zaprezentowały rewelacyjne widowisko nawiązując do kulinariów : Pin Up Candy, jako upajający się nektarem motyl, Sailor Kitty jako Kalinka która pije "brudzia" z publicznością, Brown Sugar kusząco wcinała winogrona i oczywiście niesamowita Betty Q, która w numerze Coffee, Tea or Mee była niegrzeczną kelnerką. A na sobie miała przepiękny fartuszek z firmy Look like Cookie.
Ja szaleje na punkcie tego modelu
http://www.looklikecookie.com/lukrecja,50.html
Pięknie w kuchni, jak w sukience. Drogie Panie, co Wy na to?
Panowie, firma sprzedaje też modele męskie :)
poniedziałek, 17 października 2011
From ...Vienna with love
Ostatnie promienie ciepłego słońca za oknem niezawodnie zwiastują, że nadchodzi zimny, ponury listopad. Ja jednak nadal myślami i podniebieniem błądzę wokół moich wrześniowych podróży do Wiednia i na Korfu.
Wiedeń ujął moje serce. Pięknem, elegancją i słodkościami.



Miasto jest piękne i jak każda europejska metropolia ma również targ - Naschmarkt. Ciągnie się przez 1,5 km w otoczeniu secesyjnych kamienic i można na nim kupić wszystko. Ryby, mięso, warzywa, owoce, przyprawy, lokalne wyroby takie jak olej z pestek dyni lub nalewki. Jego tradycja sięga aż do XVI w. a współcześnie klienci targu mogą posilić się w licznych restauracyjkach i budkach oferujących pyszności od sushi do wiedeńskich tradycyjnych dań.



Przebojem wiedeńskiej kuchni jest Wiener Schnitzel - kotlet z cielęciny, panierowany w jajku i bułce tartej, podawany z ćwiartką cytryny. Danie jest bardzo popularne,a najlepiej może świadczyć o tym liczba widniejąca na zdjęciu poniżej(ilość zjedzonych kotletów od stycznia). Wiedeńczycy uwieczniają statystyki, nie tylko kulinarne, jako atrakcję przejścia do metra w okolicy opery.

Wreszcie nie można opuścić Wiednia bez skosztowania słynnego tortu Sachera. Kim był Sacher i co jest wyjątkowego w jego torcie, skoro już od 1894 roku widniał jako osobne hasło w popularnym leksykonie kulinarnym "Appetit Lexicon"?
Czekoladowe ciasto wyróżnia warstwa marmolady brzoskwiniowej ukrytej pod czekoladowym płaszczem lśniącej polewy. Kreacja Franza Sachera znalazła szczególne uznanie na dworze cesarskim, a wkrótce również społeczności wiedeńskiej. Z czasem zawojowała cały świat. Już w 1888 roku cukiernicy pod okiem Sachera piekli dziennie od 200 do 400 tortów i wysyłali je na stoły arystokratów w Paryżu, Londynie i Berlinie.
Dziś torciki można kupować online, a Sacher to nie tylko torcik, ale również ekskluzywny hotel i restauracja w samym centrum Wiednia http://www.sacher.com/
Kto jednak chce oszczędzić 29 EUR może odpalić piekarnik i wypróbować przepis *
Ciasto:
130 g masła o temp. pokojowej
110 g cukru pudru
cukier waniliowy
6 żółtek
6 białek
130 g czekolady
110 g cukru
130 g mąki
Marmolada brzoskwiniowa
Polewa:
200g cukru
1/8 l Wody
150 g Czekolady
Masło ubić na puch z cukrem pudrem i wanilią. Stopniowo dokładać po jednym żółtku. Czekoladę rozpuścić w kąpieli wodnej, przestudzić i dodać powoli do masy cały czas mieszając.
Ubić białka z cukrem. Pamiętaj, że miska musi być sucha i wolna od tłuszczu, a piana naprawdę sztywna i lśniąca. Ostrożnie wymieszaj białka z przygotowaną wcześniej masą. Na końcu delikatnie i stopniowo dodaj mąkę.
Formę do pieczenia o średnicy 22-24 cm wyłóż na spodzie pergaminem i przełóż do niej ciasto. Pieczemy w temperaturze 170 stopni, przy czym piekarnik powinien być podgrzany i pierwsze 12-15 minut pieczemy z drzwiczkami uchylonymi na szerokość palca. Ma to służyć pulchności ciasta. Po zamknięciu pieczemy jeszcze godzinę.
Upieczone ciasto odkładamy do wystygnięcia. Wyrównujemy niedoskonałości i smarujmy po wierzchu równo marmoladą.
Przygotowujemy polewę: gotujemy wodę z cukrem przez ok 6 minut, następnie odstawiamy do przestygnięcia. W międzyczasie rozpuszczamy czekoladę. Dodajemy do niej syrop i mieszamy. Konsystencja ma być dość gęsta, tak aby na łyżce wyjętej z naczynia zostawała ok 4 milimetrowa warstwa. Jeśli miałaby być za gęsta, można wypłukać naczynie, w którym robiliśmy syrop odrobiną wody i próbować rozcieńczać glazurę. Polewa musi być letnia inaczej nie osiągniemy efektu połysku na cieście. Po przestygnięciu oblewamy ciasto polewą i czekamy aż zastygnie(ok godziny).
Jeśli macie apetyt również na sztukę polecam:
Kunsthistorisches Museum http://www.khm.at/ niesamowite zbiory zebrane przez dysnastię Habsburgów
Albertina http://www.albertina.at/ zbiory sztuki współczesnej i nie tylko
Oraz cały kompleks Museumsquatier http://www.mqw.at/ gdzie sztuka współczesna, młodzi designerzy, restauracje i imprezy znajdują wspólną przestrzeń ku chwale odbiorcy.
Szczególnie polecam wzmocnienie swych sił w jednej z licznych restauracji- MQ Daily. Świetne, korzystne cenowo jedzenie z bio produktów
http://www.mqdaily.at/
Na koniec akcent polski. W wąskich uliczkach wiedeńskiej starówki kryją się kanapki Trześniewski. Jak głosi hasło reklamowe są "Niewypowiedzianie smaczne". Biznes z polskimi korzeniami od 1902 roku proponuje wiedeńczykom szybką przekąskę- kanapeczki z różniastymi pastami. A do tego piwko, winko i wszystko na stojąco. Przypomina zupełnie warszawskie Przekąski Zakąski - tylko poziom promili wśród gości zdecydowanie niższy.

* Przepis, jak i historię tortu zaczerpnęłam z książki "Das Grosse Sacher Kochbuch",Franz Maier- Bruck, 1975, wyd. Schuler
Wiedeń ujął moje serce. Pięknem, elegancją i słodkościami.
Miasto jest piękne i jak każda europejska metropolia ma również targ - Naschmarkt. Ciągnie się przez 1,5 km w otoczeniu secesyjnych kamienic i można na nim kupić wszystko. Ryby, mięso, warzywa, owoce, przyprawy, lokalne wyroby takie jak olej z pestek dyni lub nalewki. Jego tradycja sięga aż do XVI w. a współcześnie klienci targu mogą posilić się w licznych restauracyjkach i budkach oferujących pyszności od sushi do wiedeńskich tradycyjnych dań.
Przebojem wiedeńskiej kuchni jest Wiener Schnitzel - kotlet z cielęciny, panierowany w jajku i bułce tartej, podawany z ćwiartką cytryny. Danie jest bardzo popularne,a najlepiej może świadczyć o tym liczba widniejąca na zdjęciu poniżej(ilość zjedzonych kotletów od stycznia). Wiedeńczycy uwieczniają statystyki, nie tylko kulinarne, jako atrakcję przejścia do metra w okolicy opery.
Wreszcie nie można opuścić Wiednia bez skosztowania słynnego tortu Sachera. Kim był Sacher i co jest wyjątkowego w jego torcie, skoro już od 1894 roku widniał jako osobne hasło w popularnym leksykonie kulinarnym "Appetit Lexicon"?
Czekoladowe ciasto wyróżnia warstwa marmolady brzoskwiniowej ukrytej pod czekoladowym płaszczem lśniącej polewy. Kreacja Franza Sachera znalazła szczególne uznanie na dworze cesarskim, a wkrótce również społeczności wiedeńskiej. Z czasem zawojowała cały świat. Już w 1888 roku cukiernicy pod okiem Sachera piekli dziennie od 200 do 400 tortów i wysyłali je na stoły arystokratów w Paryżu, Londynie i Berlinie.
Dziś torciki można kupować online, a Sacher to nie tylko torcik, ale również ekskluzywny hotel i restauracja w samym centrum Wiednia http://www.sacher.com/
Kto jednak chce oszczędzić 29 EUR może odpalić piekarnik i wypróbować przepis *
Ciasto:
130 g masła o temp. pokojowej
110 g cukru pudru
cukier waniliowy
6 żółtek
6 białek
130 g czekolady
110 g cukru
130 g mąki
Marmolada brzoskwiniowa
Polewa:
200g cukru
1/8 l Wody
150 g Czekolady
Masło ubić na puch z cukrem pudrem i wanilią. Stopniowo dokładać po jednym żółtku. Czekoladę rozpuścić w kąpieli wodnej, przestudzić i dodać powoli do masy cały czas mieszając.
Ubić białka z cukrem. Pamiętaj, że miska musi być sucha i wolna od tłuszczu, a piana naprawdę sztywna i lśniąca. Ostrożnie wymieszaj białka z przygotowaną wcześniej masą. Na końcu delikatnie i stopniowo dodaj mąkę.
Formę do pieczenia o średnicy 22-24 cm wyłóż na spodzie pergaminem i przełóż do niej ciasto. Pieczemy w temperaturze 170 stopni, przy czym piekarnik powinien być podgrzany i pierwsze 12-15 minut pieczemy z drzwiczkami uchylonymi na szerokość palca. Ma to służyć pulchności ciasta. Po zamknięciu pieczemy jeszcze godzinę.
Upieczone ciasto odkładamy do wystygnięcia. Wyrównujemy niedoskonałości i smarujmy po wierzchu równo marmoladą.
Przygotowujemy polewę: gotujemy wodę z cukrem przez ok 6 minut, następnie odstawiamy do przestygnięcia. W międzyczasie rozpuszczamy czekoladę. Dodajemy do niej syrop i mieszamy. Konsystencja ma być dość gęsta, tak aby na łyżce wyjętej z naczynia zostawała ok 4 milimetrowa warstwa. Jeśli miałaby być za gęsta, można wypłukać naczynie, w którym robiliśmy syrop odrobiną wody i próbować rozcieńczać glazurę. Polewa musi być letnia inaczej nie osiągniemy efektu połysku na cieście. Po przestygnięciu oblewamy ciasto polewą i czekamy aż zastygnie(ok godziny).
Jeśli macie apetyt również na sztukę polecam:
Kunsthistorisches Museum http://www.khm.at/ niesamowite zbiory zebrane przez dysnastię Habsburgów
Albertina http://www.albertina.at/ zbiory sztuki współczesnej i nie tylko
Oraz cały kompleks Museumsquatier http://www.mqw.at/ gdzie sztuka współczesna, młodzi designerzy, restauracje i imprezy znajdują wspólną przestrzeń ku chwale odbiorcy.
Szczególnie polecam wzmocnienie swych sił w jednej z licznych restauracji- MQ Daily. Świetne, korzystne cenowo jedzenie z bio produktów
http://www.mqdaily.at/
Na koniec akcent polski. W wąskich uliczkach wiedeńskiej starówki kryją się kanapki Trześniewski. Jak głosi hasło reklamowe są "Niewypowiedzianie smaczne". Biznes z polskimi korzeniami od 1902 roku proponuje wiedeńczykom szybką przekąskę- kanapeczki z różniastymi pastami. A do tego piwko, winko i wszystko na stojąco. Przypomina zupełnie warszawskie Przekąski Zakąski - tylko poziom promili wśród gości zdecydowanie niższy.
* Przepis, jak i historię tortu zaczerpnęłam z książki "Das Grosse Sacher Kochbuch",Franz Maier- Bruck, 1975, wyd. Schuler
czwartek, 14 lipca 2011
Gorąco? Chłodno! Chłodnik!
Podano w kolei wódkę, zaczem wszyscy siedli i chołodziec litewski milczkiem żwawo jedli. (Księga III, wers 706-707).
Pan Tadeusz
Adam Mickiewicz
Chłodnik, chłodziec, "cooler", wspaniała zupa na lato, zasłużyła sobie nawet na miejsce w sercu Adama Mickiewicza, skoro "podał" ją na soplicowskim stole.
Chłodnik litewski
Baza: botwinka, woda, cukier, sól, cytryna
Młode buraczki, czyli botwinkę myję i drobno siekam. Zagotowuję wodę i zalewam nią różowo-zieloną sieczkę. Dodaję cukier(łyżeczka), sól(pół) i gotuję ok 5 min aż łodyżki zmiękną. Na końcu dodaje sok z połowy cytryny, aby nie straciły koloru. Dobrze to zrobić wieczorem poprzedniego dnia, dać spokojnie wystygnąć i wstawić na noc do lodówki. Dodaje maślankę lub kefir. Doprawiam solą i pieprzem
Dodatki(trzymam do ostatniej chwili w lodówce): rzodkiewki,ogórek, koper, cebula dymka +szczypior - siekam, rozdrabniam układam na desce aby każdy mógł posypywać wg uznania
Jajko- najpyszniejsze od kury zielononóżki , ugotowane na twardo.
PS. Czy ktoś wie, dlaczego jest zwany litewskim?
wtorek, 26 kwietnia 2011
Coq au vin
Pamiętacie jak rozpływałam się nad zaletami wołowiny po burgundzku? Jest doskonała, ale... nie w każdy weekend pracująca dziewczyna lub chłopak mają czas na 4h w kuchni. I już myślałam, że pyszny, aromatyczny gulasz będzie gościł w moim domu raz do roku, gdy nagle zobaczyłam przepis na Coq au vin. Czyli kurczaka w winie. Uprościłam ten przepis barbarzyńsko i nawet nie chce zaglądać co o tej potrawie pisze Julia Child. Jednak było pysznie i szybko :)
oliwa z oliwek
2 średnie cebule
4 marchewki
pierś z kurczaka pokrojona w spore kawałki 1x2 cm
suszone grzyby- 4-5 sztuk namoczone ok godziny wcześniej w wodzie i pokrojone w paseczki
szklanka czerwonego wina
2 szkanki bulionu -lub w desperacji-kostka
sól, pieprz
Bukiet ziół: rozmaryn, tymianek, oregano, liść laurowy, 2 ziarenka ziela angielskiego
natka pietruszki
łyżka masła
W oryginale występował boczek- ja nie posiadałam w domu
Na oliwie, lub gdy mamy boczek na wytopionym boczku, smażymy cebulkę i marchew (patrz proces przy wołowinie po burgundzku). Wyjmujemy warzywa. Wrzucamy kurczę, smażymy na złoto. Wrzucamy warzywa ponownie, dodajemy grzyby i zioła. Zalewamy winem i czekamy aż wyparuje alkohol. Po ok 5 minutach dodajemy bulion i dusimy ok 30 min. Ostatnie 10 min zdejmujemy pokrywę i pozwalamy zredukować się wszystkim sokom do postaci gęstego sosu.
Dorzucamy masło, które rozpuszcza się , uszlachetniając nasze dzieło. Przekładamy na talerz, oprószamy natką. Można zajadać z ziemniakami lub bagietką. Godny i szybki gulasz winny gotowy. Bon appetit!
Subskrybuj:
Posty (Atom)





